niedziela, 5 marca 2017

Pachnący MARZEC - Lucky Shamrock / Meadow Mist / Rolling Hills of Ireland



W końcu mamy marzec! Coraz dłuższe dni, wyższe słupki rtęci, nadzieja na zbliżającą się wiosnę. Marzec kojarzy mi się z większą  ilością zieleniny w domu, oczekiwaniem na pierwsze wiosenne promienie słońca, a także z irlandzkim Świętem Świętego Patryka. W tym okresie mam ogromną ochotę na zielone, soczyste zapachy trawy, liści i łąki. Z mojego świecowego schowka wyciągnęłam moje trzy ulubione "zieleninowe" zapachy, które wspaniale dopełniają marcowy klimat i dodają atmosferze więcej wiosennego klimatu. 


Wpis nazwałam "pachnący marzec" i myślę że to fajny pomysł na serię, w której będę wrzucała zapachy które idealnie mi pasują do danego miesiąca. :) 

Wśród moich wiecowych czeluści odkopałam trzy perfekcyjne, marcowe zapachy. To Lucky Shamrock, Rolling Hills Of Ireland oraz Meadow Mist. 


Lucky Shamrock


Lucky Shamrock, czyli koniczynka przynosząca szczęście. Jak pachnie koniczyna? Producent mówi, że w tym zapachu znajdziemy liściastą zieleninę, geranium, trawę, odrobinę cytrusowej świeżości, konwalię, mech, wetiwer. Jak pachnie Lucky Shamrock? Bardzo proste - pachnie jak zielona do granic możliwości, świeża, mokra, świeżo co skoszona trawa. I powiem Wam jeszcze jedno - to najpiękniejszy "zielony" zapach jaki znam. Jest soczysty, autentyczny, zapierający wdech. Pozostałych nut (sory!) nie wyczuwam. Cechą charakterystyczną tej świecy jest jej niesamowita moc wynikające z ogromnej ilości olejków. Po zgaszeniu, olejki skraplają się jak ciemnozielona rosa na powierzchni wosku. Miewam ochotę ją zjeść. Lucky shamrock to zapach, którego warto szukać! Absolutny ulubieniec. 

Olejki na powierzchni wosku Lucky Shamrock.

Jeżeli boicie się trawiastej autentyczności koniczyny, to warto spróbować... 

Rolling Hills of Ireland


To zupełnie inny klimacik niż Lucky Shamrock, ale również sprawiający wiele przyjemności podczas palenia. Irlandzkie wzgórza to nic innego jak delikatny, słodkawy aromat łąki porośniętej dzikimi trawami i polnymi kwiatkami. To kategoria zapachów trudnych do nielubienia. Jest zdecudowanie mniej "dosłowny" w odbiorze niż Lucky Shamrock, mniej zielony, bardziej złożony. Polne kwiaty i trawy równoważą się, tworząc ładną, słodką kompozycję. Moc i naolejowanie świecy zdecydowanie mniejsze niż u Lucky Shamrock, ale nadal nie jest to słaba świeca. Zapach zdecydowanie łatwiej upolować w tumblerze, polecam jednak poszukać wersji w słoiczku, bo jest naprawdę rozczulająco piękna. :)

Meadow Mist


Ostatni marcowy zapach z tej serii to Meadow Mist, czyli poranna mgła unosząca się nad zieloną polaną. W pierwszych nutach powinniśmy wyczuć ozon, jabłko, cytrynę i melona. Głębiej mamy całą kaskadę kwiatową: jaśmin, hiacynt, piwonię, stokrotki, dzikie kwiaty i zielenina. Tło dopełniają akordy piżma, mchu i drewna.
Meadow Mist w moim odczuciu to przede wszystkim zielony zapach mocno (wręcz szczypiąco) doprawiony kwiatami. Wyraźnie wyczuwam zielone nuty mchu, trawę i mieszankę polnych kwiatów, zwłaszcza aromat hiacynta, który bardzo mi się kojarzy z wiosną. Jest faktycznie "mokry", rześki i ozonowy. Bardziej wytrawny niż Rolling Hills of Ireland, w nim nie ma tej słodyczy. Jest też bardziej złożony i kwiatowy niż Lucky Shamrock. Olejki nie wypływają, ale moc jest bardzo dobra. To zdecydowanie piękny zapach, który niestety może bywać gryzący i męczący. Zdecydowanie trzeba mieć do niego rześki i odpowiedni nastrój, może nie być odpowiedni dla migrenowców. Jest to świeca na którą musiałam się mocno naprawcować, by ją w końcu zdobyć. Ot, sentymentalny egzemplarz :) 

Yankee Candle co roku wypuszcza limitowanki z okazji Dnia Św. Patryka, ale ich poszukiwania często trzeba rozszerzyć na eBay czy inne portale aukcyjne. W tym roku jest to Emerald Isle, który by pewnie już był mój, gdyby nie długa lista świec na mojej wish liście. Polecam także zapolować na zapach Emerald Ivy, który jest kwintesencją zapachu świeżo wypuszczonych, zielonych liści.
Co lubicie palić w marcu? Koniecznie dajcie znać!

2 komentarze:

  1. Garden hideaway, loves me,loves me not, wszelkie praniowce odświeżające atmosferę podczas porządków + zapachy mające w nazwie cotton (ostatnio od KC), szałwię z cytrusami, wanilię z lawendą (obie z KC),masło shea od YC oraz oczywiście próbuję nowości. Marzec to dla mnie taki okres przejściowy, gdzie przy zmęczeniu zimowymi zapachami najczęściej jest jednak zbyt wcześnie na zapachy typowo letnie, ozonowe i lekkie. Generalnie ten okres jest też dobry na dopalanie zapachów nieoczywistych, nieprzypisanych do konkretnej pory roku, np.dla mnie Cabin in the woods, drzewnych w każdej postaci (nie myślę o iglakach) lub tych z paczulą (GC).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno! U mnie także jest rozmaicie chociaż te tutaj faktycznie czekały pół zimy na swoją premierę:) teraz po prostu pachną mi najlepiej. Powoli wyciągam zapachy kwiatowe, ale na dobre myślę że zacznę je palić dopiero za miesiąc. :)

      Usuń