niedziela, 10 września 2017

Country Candle - Golden Autumn

Jak widać po moich ostatnich recenzjach, z jesiennymi umilaczami rozkręciłam się na dobre! Przez ostatni tydzień paliłam nowy, jesienny zapach marki Country Candle - Golden Autumn. Byłam ogromnie ciekawa złotej jesieni w tej interpretacji! Zastanawiałam się, czy będzie to powtórka i duplikat takich zapachów jak Leaves czy Touch of Autumn Kringla (swoją drogą, uwielbiam oba!). Golden Autumn okazał się być zupełnie inną jesienną interpretacją. To bez dwóch zdań kompozycja nowa, nie naśladująca żadnego z zapachów które znałam wcześniej. Jak pachnie? Dowiecie się z tej recenzji. :) 


Golden Autumn 

The comforting orange and peachy landscape against a fall sky reminds us to enjoy the season...

Przy wyborze zapachu często mimo wszystko główną rolę odgrywa etykieta - nie da się zaprzeczyć, ta jest po prostu przepiękna! Las, złote liście, piękny krajobraz który zdaje się być ciepły i chłodny zarazem. Żółty wosk pięknie współgra z koncepcją. Przejdźmy więc do zapachu, który po opisie jest dosyć tajemniczy, nie wiem czy spodziewać się owoców, czy zapachu drzewnego - a może połączenia obu?

Pierwsze wrażenia ciekawe - zapach jest zaskakujący! Nie ma tu wyraźnych aromatów mokrych liści, ani jabłek spruszonych cynamonem. Opis zapachu okazał się być dosyć dosłowny. Pierwszą nutą która dochodzi do mojego nosa - zarówno na sucho, jak i w paleniu - to brzoskwinie. Soczyste i świeże owoce brzoskwiń łączą się z innymi nutami słodkich owoców - mój nos wyczuwa tu także suszone owoce jak morele i rodzynki. Razem z wyraźnymi nutami owocowymi mamy tu drzewne tło. Całość przepleciona została jakimiś nutami roślinnymi. Wyczuwam tu delikatne nuty ziół i zieleni. Czy są to liście, mech, czy może delikatne kwiaty, a może bazylia - ciężko powiedzieć. Nie wyczuwam w tym zapachu żadnych przypraw - goździki, cynamon i inne typowo jesienne dodatki zostały tu raczej pominięte. Zapach ma w sobie pewną dozę świeżości, ale w moim odczuciu jest przede wszystkim owocowy z dominującą, brzoskwiniową nutą i drzewnym tłem. To dosyć nietuzinkowe połączenie, zwłaszcza w jesiennym zapachu!


Zapach jest bez zwątpienia interesujący, głęboki, złożony. Wielbiciele owoców w świecach powinni polubić to zestawienie. Czy zdobyło moje serce? Tu muszę przyznać, że mimo uwielbienia dla zapachowych eksperymentów, jestem w kwestii jesieni tradycjonalistką. Brzoskwinie nie kojarzą mi się z prawdziwą, złotą jesienią, więc można powiedzieć że ten zapach nie jest do końca tym, czego spodziewałam się patrząc na etykietę. Zdecydowanie preferuję zapachy bardziej w stylu Leaves albo Touch Of Autumn - zapachy z jabłkami, goździkami, wanilią i cynamonem w rolach głównych. To że nie trafił w środek mego serca nie znaczy oczywiście że tego zapachu nie polecam - to bardzo oryginalna kompozycja, więc jeśli typowe jesienne zestawienia wychodzą Wam już uszami - to spróbujcie! Zwłaszcza jeśli kochacie zapachy owoców!

W kwestii mocy Country Candle nigdy jeszcze mnie nie zawiedli. Golden Autumn to kolejny zabójca - na bardzo dużym metrażu roznosi się zadziwiająco szybko i intensywnie. Czuć go w każdym pomieszczeniu, na piętrze, parterze, nawet w piwnicy. Po zgaszeniu zapach utrzymuje się przez wiele godzin. Mamy tutaj dwa knoty - świeca się rozpala szybko i intensywnie. Country zdobyły moje serce także "czystym" paleniem bez dymu, knoty nie osypują się intensywnie do wosku i nie skracają się nadmiernie podczas palenia. Knota nie trzeba także przycinać. Świece CC to idealna opcja na prezent dla rodziny i przyjaciół na prezent - nie trzeba się znimi "bawić" w żadne gadżety, przycinania i sweterki. :)


Jeśli próbowaliście Golden Autumn to bardzo proszę dajcie znać w komentarzu! Jestem ciekawa jakie nuty wyłapują z niego Wasze nosy i czy taka interpretacja złotej jesieni trafia w Wasze gusta :).

środa, 6 września 2017

Kringle Comfy Sweater - otulający ideał na deszczowe dni

Wrzesień przyniósł nam wyjątkowo przygnębiającą aurę. W takie dni mam ochotę otulić się w koc z kubkiem gorącej herbaty i ulubionym serialem. Wtedy najlepiej sprawdzają mi się ciepłe, otulające zapachy. Takie które działają jak ciepły koc lub ulubiony sweter, dają uczucie przytulności, nie przytłaczają, relaksują. 

Jestem przekonana, że taka właśnie była wizja towarzysząca tworzeniu zapachu Comfy Sweater (ang. wygodny sweter) Kringle Candle. Jest delikatny, a zarazem ma moc. Ciepły i otulający. A czym pachnie? O tym w dzisiejszym wpisie. 


Zapach przede wszystkim nie jest przyprawowy, w przeciwieństwie do większości jesienno-ziomowych zapachów. Gdybym miała opisać go trzema słowami, to byłyby to:

kremowy,
pudrowy,
słodki.

Pamiętam pierwsze spotkanie z tym zapachem. Wzięłam do ręki wosk, powąchałam i pomyślałam - to faktycznie pachnie jak sweter! Dziś nie do końca wiem co daje wrażenie "swetrowości" - etykieta, czy zapach - lecz bez wątpienia zapach otula. Pierwsze co czuję , to niesamowita kremowość - do złudzenia przypomina mi krem Nivea w blaszanej puszce. Obok kremu wyczuwam ciepło piżma i delikatne, pudrowe nuty. Z tyłu grają jakieś trudne do zidentyfikowania, kwiatowe akordy. Łatwo jest wyczuć odrobinę nut sandałowca i cedru, chociaż tym razem jest to jedynie drzewna szczypta, która chowa się głęboko za grubą warstwą kremowości. Czuć w nim także słodycz wanilii, która pięknie dopełnia całą kompozycję.

Ten zapach daje uczucie komformu i relaksu. Comfy Sweater to jak ciało po gorącej kąpieli w mydle Dove, po której wykremowałam się po uszy kremem Nivea w tradycyjnym, niebieskim opakowaniu. Po kąpieli wkładam ciepły, jasny, wełniany sweter, na którym czuć jeszcze mgiełkę kwiatowych perfum. Wszystkie aromaty - mydła, kremu, wełny i perfum - mieszają się ze sobą, tworząc ciepły zapach, którym po prostu mam ochotę się otulić. 


Moc zapachu oceniam na zabójczą+. Mam spory dom, w którym lubię palić różne zapachy w sypialni i salonie jednocześnie. Comfy Sweater nie znosi konkurencji. Przebije mocą każdy zapach, który napotka na swojej drodze. To jeden z tym zapachów, które czuć już z ulicy, przechodząc obok mojego domu. Czyli mocarny jak diabli. 
 
Chcecie znać moją opinię? Comfy Sweater to zapach który osobiście uwielbiam. Nie przebił co prawda mojego ulubionych otulaczy - Cozy Cabin i Cashmere & Cocoa - ale zdecydowanie trafia na listę zapachów, które bym "backupowała", gdyby producent zdecydował się go wycofać (oby nie!). Polecam go zwłaszcza na długie, jesienne i zimowe wieczory. 

Znacie Comfy Sweater? A może macie na swojej liście ulubieńców jakieś inne otulające zapachy? Dajcie znać w komentarzach! :)


Śledź mnie na Facebooku:
 
PS: Comfy Swater jest obecnie (wrzesień 2017) zapachem miesiąca i można go kupić po promocyjnej cenie: klik!

niedziela, 3 września 2017

Yankee Candle GOLD COLLECTION - zapowiedź, recenzja





Już we wrześniu w wybranych sklepach stacjonarnych oraz na yankeehome.pl pojawi się zupełnie nowa, limitowana kolekcja. Gold Collection (ang. złota kolekcja) zainspirowana jest modą na złoto we wzornictwie, modzie i dekoratorstwie wnętrz. Mieszanki zapachów zostały stworzone przez najlepszych perfumiarzy, tworząc unikatową i ekskluzywną linię zapachową Yankee Candle. Dziś dwa z czterech dostępnych zapachów przedstawię Wam dokładniej.

Zapachy z Gold Collection występują w czterech przepięknych, perfumeryjnych kompozycjach: 

Golden Amber
Golden Rose
Golden Orange Blossom
Golden Sandalwood

Świece zostały wyprodukowane w dwóch wariantach - klasyczny średni słój (410g) oraz mały tumbler (198g). Tumbler dodatkowo pakowany jest w elegancki kartonik (niczym perfumy!). Design świec jest wyjątkowy i odmienny niż klasyczne świece Yankee Candle. Mamy tutaj eleganckie, czarne, matowione szkło i piękne kwiatowe wzory malowane różnymi odcieniami złota. Wosk świec jest biały, knot klasyczny. Powiewa luksusem? Według mnie bardzo :).

Zdecydowałam się na dwa zapachy na początek, a przy wyborze kierowałam się swoimi ulubionymi nutami zapachowymi w klasycznych świecach Yankee Candle. Padło na różę (Golden Rose) w średnim słoju oraz drzewo sandałowe (Golden Sandalwood) w małym tumblerze.



Golden Rose
Fascynujący, różany zapach wzbogacony o cypryjskie, kobiece akordy, dopełnione pełnym blasku zapachem kwiatu pomarańczy i delikatnego bursztynu.

Głowa: pąki porzeczki, goździki, mandarynka
Serce: różna, kwiat pomarańczy, geranium, śliwka
Tło: Paczula, wanilia, bursztyn, piżmo, pudrowe nuty

Golden Rose przywodzi w mojej głowie dosyć wyraźne obrazy, więc na początku postaram się go opisać właśnie nimi. Widzę piękną, osiemnastowieczną komnatę  pełną barokowych zdobień, złota i przepychu. Na stoliku stoją skąpane w porannym słońcu bukiety róż. Komnata należy bez wątpienia do bardzo młodej dziewczyny z bogatej, szlacheckiej rodziny. Jest buduarek, a na nim flakonik słodkich, różanych perfum. Tak właśnie wyobrażam sobie jego zapach! Jest odrobinę staroświecki, ale niezwykle piękny i bogaty. Perfumeryjny, a zarazem autentyczny. Czujecie to? Mam nadzieję, że poczuliście! :D

Zapach Golden Rose wywarł ogromne wrażenie na mnie i na moim otoczeniu. Jest słodki, ciepły i odrobinę egzotyczny. Róża zdecydowanie stanowi serce tej kompozycji - jest dojrzała, wyrazista i słodka. Akordy otaczające ją tworzą atmosferę tajemniczości i egzotyki. Wyraźnie wyczuwam bogate, kremowe i ciepłe tło

Zapach jest piękny i elegancji, gdybym miała takie perfumy, to nie byłyby to zdecydowanie perfumy na dzień. Pasowałyby mi bardziej do pięknej sukni, chociażby ślubnej. Zaskoczyła mnie też moc tego zapachu. Tworzy doskonale wyczuwalne tło, ale jednocześnie nie jest zbyt mocny, co mogłoby bez zwątpienia nadać mu migrenogenności i ciężkości. 


Golden Sandalwood 
Bogate, drzewne nuty w połączeniu z ziemistymi tonami dostarczają zapachowych doznań. Dopełniają je jedwabiste, kremowo-orientalne akcenty.

Głowa: cytryna, przyprawy, bergamotka
Serce: pąki goździka, magnolia, jaśmin
Tło: drzewo cedrowe, drzewo sandałowe, paczula, bursztyn

Opis producenta w sedno opisuje to, co wyczuwam w tym zapachu. Kompozycja Golden Sandalwood jest drzewna w słodkim, egzotycznym i kremowym wydaniu.  Przywodzi mi na myśl dziewiętnastowieczny, piękny okręt, wiozący zza oceanu niedostępne towary - złoto, przyprawy korzenne takie jak wanilia, czy egzotyczne drewno. Zapach jest ciepły i odrobinę kadzidlany. Pomimo wielu kwiatowych nut zapachowych w opisie, nie wyczuwam ich zbytnio w zapachu. Drzewo sandałowe wiedzie prym w tym zapachu, wyczuwam także bogate akordy paczuli i bursztynu. Golden Sandalwood jest z jednej strony inny niż Golden Rose, z drugiej zaś wyraźnie czuć, że pochodzi ze wspólnej linii zapachowej - łączy je ciepło, słodycz i pewnego rodzaju "egzotyka tła". 

Moc delikatna w kierunku średniej - chciałabym by było trochę więcej. Niewykluczone, że świeca się jeszcze "rozkręci". 


Oba zapachy wywarły na mnie wspaniałe wrażenie i wiem na pewno, że będę chciała poznać także dwa pozostałe z kolekcji - Golden Amber oraz Golden Orange Blossom. Zarówno drzewo sandałowe, jak i róża tworzą niezwykłe mieszanki. Kojarzą mi się z tradycyjnymi, bogatymi, odrobinę staromodnymi perfumami. Pięknie połączyli "klasykę" z nowoczesnością - zarówno w designie, jak  i w samych zapachach. Z zawiązanymi oczami nigdy nie powiedziałabym, że to Yankee Candle!

Z dwóch przetestowanych, pomimo nieustającej miłości do nut drzewnych, największe wrażenie wywarła na mnie róża - Golden Rose. Pokochałam ją za unikatowość i bogactwo, które jednocześnie nie przytłacza - co niestety ciężko się zdarza w różanych zapachach. Bardziej też do mnie przemówił w tym wypadku klasyczny słoik, między innymi dlatego że mogłam na niego założyć illumę, co pomogło mi na uzyskaniu pięknego topienia. W przypadku tumbera Golden Sandalwood nie mogłam doprowadzić do pełnego roztopiania, więc musiałam posiłkować się folią (rozwiązanie mniej estetyczne). Moc róży także wypadła lepiej, ale ciężko mi stwierdzić czy to kwestia zapachu, czy rozmiaru.  

Przy szeregu zalet i zachwytów dostrzegłam niestety jedną, dosyć istotną wadę świec - cena. Regularna cena średniego słoja będzie wynosić 114 złotych, a tumblera 86 złotych. To ponad 20% więcej niż w przypadku klasycznych świec Yankee Candle z regularnej oferty. Nie da się jednak ukryć - cała kolekcja daje uczucie luksusu - chociażby ze względu na design słoi i perfumeryjną, bogatą mieszankę zapachową. Niewątpliwie, jest to produkt z wyższej póki, więc prawdopodobnie będę świece oszczędzać na "specjalne okazje". 

Kolekcja powinna pojawić się w sklepach w ciągu najbliższych tygodni - jest limitowana czasowo i ilościowo, więc warto polować. Zachęcam, bo zapachy są naprawdę niezwykłe!

środa, 30 sierpnia 2017

Secrets Kringle Candle - odkrywamy tajemnice


Wyobraź sobie starą, szkocką posiadłość. Wielkie drzwi, za nimi hall wyłożony starymi, dębowymi deskami które trzeszczą pod nawet najdelikatniejszym krokiem. Miejsce ponure, ale i ekskluzywne - pamiątki jeździeckie, obrazy, stare, mosiężne ozdoby. Przechodzimy do pokoju - gabinetu - który wygląda na opuszczony przed wielu laty. Resztki niedopalonych, zwęglonych kawałków drewna w kominku, stare, zakurzone książki na półkach a na stoliku z egzotycznego drewna stoi otwarta, zwietrzała butelka Bourbonu. W powietrzu czuć zapach starego drewna, książek i wody kolońskiej. 

Zapach Secrets Kringla jest trudnym do opisania zapachem. Przybliżenie tego obrazu było jedynym rozsądnym sposobem, żeby przekazać Wam co czuję w tej świecy. 


Tajemniczy i intrygujący, Secrets charakteryzuje się radosną, cytrusową nutą początkową, aby przejść w mieniącą się różnymi gatunkami bazę drzew egzotycznych.
Secrets to bez zwątpienia zapach męski. Męskich zapachów zawsze się bałam i raczej ich unikałam. Nie chciałabym, żeby mój dom pachniał staroświeckim, wypachnionym panem Januszem. Rozumiecie co mam na myśli? :) Z drugiej strony, kocham drewno i wszystkie jego postacie, więc staram się być trochę bardziej otwarta na drzewne kompozycje. Dałam więc Secrets szansę. 

Nuta kolońska jest dosyć wyraźna ale towarzyszy jej lekki, cytrusowy aromat. To są pierwsze nuty, które napotyka mój nos. Potem mamy całe drzewne tło. Drzewo jest raczej egzotyczne - nie jest to typowa dębowa nuta. Tło wypełniają nuty mchu, zioła są tutaj trudne do wyłapania - nadają zapachowi charakteru, ale nie wybijają się z całej kompozycji. Ani wytrawny, ani słodki. Zapach na sucho jest mocny i wyrazisty, w pomieszczeniu rozwija się w sposób nadający pewnej "świeżości".

Secrets nie jest taki sam, ale stylistycznie / koncepcyjnie bardzo przypomina mi Archives i Covered Bridge tej samej marki. Jeśli kiedykolwiek polubiliście jeden z nich, a nie znacie Secrets - powinien się Wam spodobać. 
Paliłam go zwykle w największym pomieszczeniu w domu - salonie. Jak typowy "Kringiel" po 30 minutach zaczyna spacerować do najdalszych pomieszczeń. Czuć go nawet na ulicy! Taki agent. :) 

Nadal oswajam się z męskimi zapachami ale ta kompozycja jest jedną z tych, które mogą to zmienić - pewnie dlatego, że jest w nim sporo drewna. Zapach nawet po kilku godzinach palenia nie zmęczył mnie, nie zadusił, nadał pomieszczeniu niesamowitego charakteru. To elegancki dżentelmen! Secrets to jeden z zapachów, który poleciłabym mężczyznom. Myślę że mógłby cudownie się sprawdzić w męskim gabinecie czy biurze. 

Jestem na tak!


Znacie Secrets? Jeśli tak, to dajcie znać co myślicie o tym zapachu. Zapraszam do komentowania! :)

I pamiętajcie o trwającym rozdaniu urodzinowym na Fb!

Śledź mnie na Facebooku:

niedziela, 27 sierpnia 2017

Świece w kolorze bursztynu - Amber Glow / Honey Glow / Amber Moon Yankee Candle

W Gdańsku mamy bardzo ponurą, deszczową niedzielę, wykorzystuję więc czas na szybką recenzję zapachów idealnych na taką właśnie niepogodę. W takie dni zwykle mam ochotę na coś ocieplającego i przytulnego. O tej porze roku idealnie spisują się wszelkie świece o zapachu bursztynu lub miodu. Dziś właśnie takie trzy ślicznotki chciałabym Wam trochę przybliżyć.



Ważna uwaga wstępna: Zapachy Yankee Candle przychodzą i odchodzą. Niektóre (np. Amber Glow) trzeba szukać przede wszystkim na zagranicznych portalach aukcyjnych aby zdobyć je do swojej kolekcji. Chciałabym Wam z tego miejsca zaznaczyć, że wszystkie zapachy zaprezentowane w tym wątku są wycofane... Aaaale! Amber Moon oraz Honey Glow nadal są do zdobycia w sklepach, zwłaszcza w mniejszych sklepikach jak mydlarnie / kwiaciarnie znajdziecie jeszcze duże formaty tych świec (tak właśnie zdobyłam swoje). Warto trochę poszperać i wyposażyć się w nie, zanim znikną na dobre!


Honey Glow to świeca budząca we mnie wielki sentyment. Mój pierwszy duży słój Yankee Candle jakieś 3 lata temu to był właśnie Honey Glow. Doskonale pamiętam, bo zrobiłam jej wielki tunel i zasyfiłam paprochami (nie wiedziałam jeszcze o dobrej praktyce palenia świec:D). Zapach jest ciepłą perfumeryjną mieszanką trudną do rozłożenia na czynniki pierwsze. Bez zaglądania do nut zapachowych określiłabym jako miodowo - jabłkowy z lekkim, bursztynowym wykończeniem. Na pewno są w nim ocieplające nuty drzewa sandałowego, piżmo oraz paczula. Nie czuję w nim mocnych przypraw, możliwe że wykańcza go coś nadającego delikatnej pikantności jak imbir lub goździk. Cudowny, otulający, ciepły! Moc jest bardzo dobra a głębsza warstwa ma aż ciemny kolor od olejków zapachowych. Jest nadal dostępny w wielu miejscach, niestety już coraz rzadziej w dużym formacie. 

Amber Moon to kolejny wyginający gatunek - jego dostępność jest porównywalna do poprzednika. Zdecydowanie mniej miodowy i słodki, tutaj wchodzimy w strefę bursztynu, choć jeszcze nie aż tak intensywną i autentyczną, jak bym chciała. Zapach jest odrobinę bardziej świeży, czuć w nim nuty mandarynki i wanilię. Tło nadal pozostaje podobne - drzewne i odrobinę żywiczne. Gdzieś grają w nim kwiatowe/herbaciane nuty. Lubię zapalać go wieczorami w sypialni - etykieta w świetle płomienia wygląda po prostu obłędnie.


Amber Glow miałam szczęście kupić i zrobiłam to zupełnie w ciemno - tylko i wyłącznie dla cudownej etykiety, która kojarzy się mi z pewnym "moim miejscem na ziemi". To najświeższa z powyższych propozycji i ma odrobinę "męskiego" (niekolońskiego) charakteru. Zapach jest połączeniem ciepłych nut bursztynu i rześkich, żywicznych akordów cyprysa / jodły, możliwe że także sandałowiec - to wyczuwa się dosyć wyraźnie. Według mnie ma w sobie odrobinę "soczystego, melonowego czegoś", co niekoniecznie może być melonem,  ale tak to mniej więcej pachnie dla mojego nosa. Zapach zdecydowanie najbardziej oryginalny i "bogaty" z całej trójki, ciut orientalny, ale chyba nie do końca ulubiony. Ma jednak w sobie jakąś magię która nie pozwala mi się z nim rozstać. Bez wątpienia jest to perełka w mojej kolekcji.  

Uwielbiam wszystkie trzy, nie zawsze za perfekcyjne zapachy, ale nawet za same koncepcje :D. Jednak nadal czekam na swój bursztynowy ideał. Skoro zapachy przychodzą i odchodzą, to może prawdziwe odkrycie jest nadal przede mną? A może Wy znacie jakąś świecę pachnącą bursztynem - autentycznym, żywicznym jak aromat bursztynówki?

sobota, 26 sierpnia 2017

Drodzy Czytelnicy bloga!

Mija rok odkąd zdecydowałam się założyć stronę Woskomania i dzielić z Wami swoją pasję do świec. Chciałam Wam podziękować  - pisanie sprawia radość wtedy, kiedy wiem że mam dla kogo pisać. Po roku zyskałam nie tylko dziesiątki nowych słoi i wosków oraz telefon zapchany tysiącami zdjęć świec - zyskałam przede wszystkim grupę wspaniałych czytelników, ludzi dla których chcę tworzyć. Dziękuję za Wasze wsparcie i miłe słowo! 

Z tej okazji zapraszam Was serdecznie do urodzinowego rozdania! Do wygrania jest duży słój świecy zapachowej marki  

Our Own Candle Company

Długo myślalam nad zapachem i zdecydowałam, że zwycięzca sam go sobie wybierze z dostępnej oferty (klik!). :)

Zasady rozdania:

1. Polub fanpage Woskomania na facebooku: LINK
2. Pod postem dotyczącym rozdania urodzinowego napisz że bierzesz udział oraz
3. Zaproś do rozdania dwie osoby za pomocą oznaczenia w komentarzu.

Losowanie głównej nagrody nastąpi dnia 01 września 2017!

Dziękuję i zapraszam <3


piątek, 25 sierpnia 2017

Kringle - Leaves - w pełnej gotowości na sezon jesienny!

Końcówka lata to idealny moment żeby zaopatrzyć się w piękne, jesienne zapachy - te zaczęłam chomikować już od początku lata. Uwielbiam jesień! Długie, chłodne wieczory przy kominku, spacery po parku, złote drzewa i liście szeleszczące pod podeszwami butów... No i świece zapachowe! Do złotej jesieni zostało nam jeszcze trochę czasu, ale zapachy przywołują moją ukochaną porę roku, tak jakby już tu była. W ciągu najbliższych tygodni poznacie całe mnóstwo moich ulubieńców jesiennych. Zacznijmy od tego, który poznałam w zeszłym roku w wosku, a w tym wrócił do mnie tym razem jako słój. Zapraszam na recenzję Leaves Kringle Candle.


"Wielobarwne liście o różnych kształtach i rozmiarach, słodki zapach drewna, z nutą cytrusową i korzenną to cudowny kolaż kandyzowanych skórek".

Generalnie uważam że Kringle Candle to marka, która ma po prostu przepiękne zapachy jesienne. Leaves obiecuje nam zapach... Jesiennych, kolorowych liści. Biorę pierwszy "niuch" i czuję dokładnie to, co widzę! Soczysty, mokry aromat jesiennych liści. Zapach przenosi mnie w słoneczny, listopadowy poranek w parku, gdzie opadnięte liście są jeszcze odrobinę mokre po wczorajszym deszczu. Jest ciepły, mokry i niesamowicie autentyczny. Jak oni to robią??

Leaves to na pewno nie jest zapach dla każdego. To nie jest bezpieczny perfumowiec, ani słodka, kobieca i bezpieczna kompozycja. To zapach natury, a to po prostu trzeba lubić. Szukam w głowie "ładnego" określenia na aromat lekko zgniłych liści... Czerwonych, złotych i mokrych. Takie są najbardziej aromatyczne. I to właśnie czuć w tym zapachu. Bez zwątpienia wybija się w nim intensywny aromat jesiennych jabłek. Czuję przede wszystkim skórkę i pikantniejszą szczyptę przypraw. Z tyłu wyraźnie grają nuty cytrusów i cynamonu. Całość pachnie odrobinę jak pokrzepiający, ciepły, wytrawny cydr. Nie ma tu miejsca na słodycz, a mimo to zapach jest owocowy z lekkim, korzennym wykończeniem. Kocham drewno, ale tutaj go raczej nie czuję. 


Leaves sprawdza mi się dobrze także w kuchni i jadalni. Na zdjęciu moja kociczka ostrożnie dokonuje własnej oceny tego zapachu. :D

Leaves to zdecydowanie jedna z najbardziej dosłownych i realistycznych interpretacji zapachu zaawansowanej jesieni. Odważna i intensywna. Faworytów mam wiele, a ten zapach to zdecydowanie jeden z nich. 

Moc: 10/10
Zapach: 10/10 
Ocena końcowa: Jesienny ideał :)


Śledź mnie na Facebooku: