środa, 15 listopada 2017

Pierwsze spotkanie z woskami PRODIGE :)

Lubię palić sprawdzone marki i zapachy, ale równie ogromną przyjemność sprawia mi testowanie nowych produktów i marek :D. Z taką przyjemnością miałam okazję obcować poznając nową, francuską markę Prodige.



Marka Prodige korzysta z własnych, oryginalnych kompozycji opartych na najwyższej jakości składnikach. Esencja francuskiego szyku zamknięta w eleganckiej formie. Zapachy powstają w „światowej stolicy perfum”, w laboratoriach w Grasse. Sama idea i produkcja odbywa się w Tuluzie. Każdy zapach niczym prawdziwy perfum posiada w sobie nuty głowy, serca oraz podstawy.

Źródło: Markowe Świece

W ofercie Prodige są świece zapachowe w jednym rozmiarze oraz woski. Na tych drugich skupię swoją uwagę w tym poście, bo te właśnie miałam okazję poznać. :)


Co wyróżnia Prodige?

Przede wszystkim, każdy zapach ma pewien "wspólny mianownik" z resztą. To sprawia, że nie znając każdego produktu byłabym w stanie po zapachu poznać tą markę. Nieważne czy zapach ma być z założenia słodki, jedzeniowy, orientalny czy kwiatowy - wszystkie będzie łączył bardzo perfumeryjny i orientalny charakter

W trzech woskach które przetestowałam wyczuwam pewną kadzidlaną nutę, która o dziwo doskonale się komponuje nawet z typowymi "słodyczowymi" zapachami jak DELICE  D'ANTAN Pain Depices czy SUCRE D'ANGE Miel - Chocolat. Z kolei ACCORD DELESTE Oriental Gourmand jest kompozycją orientalną łączącą w sobie nuty drewna i słodycz. Same zapachy są trudne do rozłożenia na czynniki pierwsze. Wszystkie mają bardzo podobny charakter, więc jeśli spróbujecie jeden i Was zachwyci - jest duże prawdopodobieństwo, że inne też przypadną Wam do gustu!

Wszystkie kompozycje zawierają nuty głowy, serca i podstawy - daje im to wielowymiarowość, przestrzenność zapachu i nietuzinnkowość kompozycji.



Forma wosku

Wosk jest podzielny na dziewięć kosteczek - dużo! Mamy tu formę tabliczki czekolady, nie kruszy się, jest zwarty. Zapachy są bardzo intensywne! Już po 10 minutach wypełniają przestrzeń orientalnym aromatem. Wadą rozwiązania wynikającego z zastosowania dużej koncentracji olejków w niewielkich kosteczkach jest duża intensywność, która dosyć szybko się ulatnia - wosk aż widocznie paruje w kominku! Zapach utrzymuje się w najlepszej formie przez 2 godziny i wtedy moc jest naprawdę potężna, kolejne dwie jest już dużo delikatniejszy. Czas użytkowania jednej kostki nie przekracza 4 godzin. 

Myślę że marka mogłaby trochę dopracować samą formulację, by zapach był delikatniejszy ale bardziej trwały, ale powiem Wam jedno - takich kompozycji nie spotkałam w żadnej marce. Są intensywne, kadzidlane, orientalne, perfumeryjne, ekskluzywne.... W pomieszczeniu gdzie roznosi się zapach, meble i dekoracje od razu wydają się być... droższe? :D



Dostępność i cena

Woski i świece na razie widziałam tylko w Markowych Świecach, ale nie wykluczone że niedługo staną się bardziej popularne. 

Cena wosków nie jest jeszcze zaporowa - 24 złote to cena regularna za opakowanie zawierające 9 kostek. Niestety świece wydają się być bardziej ekskluzywnym produktem - za świecę o wadze 190 gram zapłacimy 99 złotych.  Dla porównania, za świecę Yankee Candle o wadze wosku 623 gram zapłacimy tylko 10 złotych więcej. 

Ostatecznie - przy okazji zakupów w Markowych Świecach zachęcam Was do zapoznania się z zapachami Prodige. To bez wątpienia ciekawe i ekskluzywne kompozycje zapachowe :)

Miłego dnia!




sobota, 11 listopada 2017

Najpiękniejsze świąteczne lampiony - DOMKI :)

Dziś w Gdańsku spadł pierwszy śnieg..! Więc chyba jestem usprawiedliwiona, że temat świątecznych zapachów i ozdób zaczyna się pojawiać na Woskomanii? :D

Dziś chciałabym na chwilę odejść od tematu zapachów, a pokazać Wam coś zupełnie innego. Lampiony w kształcie domków marzyły mi się od dawna, ale nie mogłam znaleźć tych wymarzonych. Aż w końcu znalazłam!


Nie będę się rozpisywać, więc po prostu pokażę Wam zdjęcia. Są piękne! Białe, porcelanowe. Wyglądają wspaniale nawet w ciągu dnia. Wieczorem nadają wnętrzu cudownego klimatu, świecąc się miękkim, ciepłym światłem. Wyglądają ślicznie z każdej strony. 


Pasują do nich klasyczne i większe tealighty, tealighty zapachowe Yankee Candle, a także daylighty Country Candle, Kringle Candle oraz Goose Creek. W ciągu dnia rozkoszowałam się zapachem tealightów Spiced White Cocoa Yankee Candle, a na wieczór odpaliłam daylighty Harvest Moon z Country Candle





Chciałam serdecznie podziękować sklepowi internetowemu Love Stylowe (https://lovestylowe.pl/) za cudowne podejście do klienta! Ze sklepem zetknęłam się po raz pierwszy, ale zostało przemiłe wrażenie. Mimo że jednego z domków nie było na stanie, sklep zrobił wszystko by dostarczyć do mnie oba wymarzone egzemplarze. Na stronie jest jeszcze cała masa pięknych lampionów i świeczników, więc na pewno wrócę po kolejne zakupy!

Przydatne Linki

Domek szerszy: klik!
Domek wyższy: klik!

I jeszcze wygląd wieczorem :)


Kochacie ozdoby świąteczne? 

Ja uwielbiam zwłaszcza te, które mogę połączyć z ulubionymi zapachami! 

środa, 8 listopada 2017

Czekolada nie zadaje pytań. Czekolada rozumie... :) HOT CHOCOLATE - Country Candle

Nieważne co - stres w pracy, choróbsko, wysoki rachunek za naprawę auta czy depresyjna pogoda. Kubek gorącej czekolady poprawia nastrój jak mało co :D. Jeśli jesteście czekoladowymi łasuchami, to mam dla Was zapach idealny - Hot Chocolate Country Candle.




Wiecie co jest dziwne? Myślę że czekolada jest smakołykiem po który sięga wiele ludzi na świecie prawie codziennie - w prostej czy bardziej wyrafinowanej formie. A czekoladowych zapachów świec wcale nie ma wiele!  Znajdziemy wiele dyń czy maślanych ciastek. Czekolada to świecowy towar deficytowy. Na szczęście nie potrzebuję większego wyboru - Hot Chocolate posiada wszystkie cechy idealnej, mlecznej czekolady.

Świeca jest dwuknotowa, więc naturalnie mamy zapewniony piękny basen roztopionego wosku i aromat wyczuwalny już w ciągu niecałych 15 minut od rozpalenia. Uwaga! Hot Chocolate Country Candle należy do bardzo mocnych! Dla mnie to naturalnie cecha pożądana, ale w małym pokoju możecie się poczuć, jakbyście wpadli do kadzi z gorącą czekoladą :D. 



Jak pachnie? Obłędnie! To zapach intensywnej, bardzo mlecznej czekolady. Taki zapach czuję podczas przygotowywania czekoladowej polewy do ciast, kiedy w łaźni wodnej rozpuszczam mleczną czekoladę z dodatkiem kilku porządnych łyżek słodkiej śmietanki. Podczas palenia czuję ciepły aromat wanilii i mleko. Nie jest to wyrób czekoladopodobny. Ma w sobie wiele autentyczności, więc nie musicie się obawiać plastikowej nuty - przynajmniej nie w formie dużej świecy. Nie wyczuwam tu także przypraw.




Hot Chocolate towarzyszy mi jak mam chrapkę na bardzo słodki zapach (albo jak mam ochotę na czekoladę, a wiem że nie powinnam...:D). 

Lubię w nim także to, że fajnie się komponuje z innymi zapachami. Jak to uzyskać? Wystarczy w drugim końcu pokoju odpalić zapach stricte owocowy, np. wiśniowy, cytrynowy, śliwkowy albo nawet jakąś fajną miętę. Nowe kombinacje jakie powstaną mogą być zaskakujące! Polecam taki eksperyment! :D

A tak na marginesie, to świecowe aranżacje gorącej czekolady na etykietach Hot Chocolate czy Cashmere & Cocoa Kringla zainspirowały mnie do dodawania na wierzch mojego kakao pianek marshmallow.  Pod wpływem gorącego napoju pianki cudownie się rozpływają... Pycha!




Lubicie zapach czekolady? Czy wolicie jednak ją jeść a nie czuć? Dajcie znać :)

poniedziałek, 6 listopada 2017

SPOILER! Zapowiedź kolekcji Kringle Candle i Coutry Candle 2018!!!

W końcu są!!!

Informacja o nadchodzących w roku 2018 nowych zapachach Kringle Candle i Coutry Candle nie jest już tajemnicą! 

KRINGLE CANDLE 2018

Fiji
Far, Far Away
Rose All Day
Lavender Blueberry
Crisp Apple & Sage
Autumn Amber
Clearwater Creek
Fig & Fir
Sugar Plum Poinsettia
Stardust
Pink Champagne
Tonka Bean & Vanilla
Lemon Lavender

Trzynaście nowych zapachów! Mnie najbardziej zaintrygowały Far, Far Away, Lavender Blueberry oraz Tonka Bean & Vanilla! Druga połowa roku także zapowiada się bardzo intrygująco! 




COUNTRY CANDLE 2018

Daydreams
Blueberry Frose
Warm Vanilla Sugar
Pistachio Gelato
Fiji
Golden Tabacco
Spicy Pumpkin White Chocolate
New England
Spiced Pumpkin Seeds
Sugar Cookies
Winter's Nap
Frosty Branches
Stardust
'Twas The Night





Czternaście nowiutkich zapachów! Mamy tu na szczęście dwa duplikaty tego samego zapachu - Fiji oraz Stardust znajdziemy zarówno w wersji Kringle, jak i Country Candle.

Przebieram nóżkami w oczekiwaniu aż nowości wejdą na Polski rynek. Pierwszych rzutów możemy się spodziewać w drugiej połowie lutego 2018. Jak się zapewne domyślacie - będą recenzje! Dużo recenzji! :D

niedziela, 5 listopada 2017

Świąteczny powrót skarbów Yankee Candle! Holiday Sage i Cranberry Peppermint.

"Limitka" to jedna z lepszych rzeczy, jaką mogli wymyślić świeczkowi producenci Yankee Candle. Sprawia, że w strachu przed tym że zaraz zapach będzie trudno dostępny, prawdopodobnie go kupię. :D Na szczęście limitki Yankee Candle mają tendencję do wracania po jakimś czasie choćby na chwilę. Cranberry Peppermint i Holiday Sage to właśnie przykłady powracających skarbów. O nich dzisiaj sobie trochę pogadamy - tak na wypadek, gdybyście właśnie stali przed decyzją, czy warto je złapać zanim znowu znikną na dobre :) 


Oba zapachy to kompozycje świąteczne, a zarazem totalnie od siebie odmienne. To niesowite, z jak wieloma różnymi aromatami mogą się kojarzyć święta!

Cranberry Peppermint 

Zapach słodziutki jak świąteczny lizak, a jednocześnie świeży i owocowy. Mój mały bratanek po otworzeniu słoja od razu wyłapał miętę, po czym dodał że czuje w zapachu także truskawki ;).  I miał rację! Skubaniec!

Świeżość i miętowy chłód to pierwsza nuta doskonale wyczuwalna na sucho, która zdecydowanie chowa się w tył podczas palenia. W paleniu wyczuwam natomiast słodycz dopełnioną owocowym aromatem. Żurawiny pewnie bym w nim nie rozpoznała, ale znajdziecie w nim delikatnie cierpką i kwaśnawą nutę owocową.  Trudno by się tu dużej rozpisywać, bo zapach jest dosyć prostolinijny (nie mylić z pospolity!). Można go podsumować w jednym zdaniu: Miętowy słodziak przełamany nutą czerwonych owoców, doprawiony szczyptą słodkiej, kremowej wanilii. 


Cranberry Peppermint

Górne nuty: Żurawina, truskawka
Serce: Mięta pieprzowa, mięta zielona, wintergreen (brak tłum.; grupa roślin zielonych zimą np. Gaultheria, może wywołać "medyczne" skojarzenia zapachowe)
Tło: Piżmo, krem waniliowo-miętowy 


Rzućmy więc okiem na kolejnego jegomościa...


Holiday Sage... Bałam się tego zapachu! Kilka tygodni przeżyłam traumatyczne spotkanie z niedostępnym w Polsce yankowym woskiem o wdzięcznej, zachęcającej nazwie White Sage, którego zapach pozwólcie że przemilczę. Jedyne co mnie mogło przekonać to etykieta i intrygujący, szarozielony kolor.

Wyczuwam w nim szałwię zestawioną z żywicznym zapachem iglaków (osobiście czuję cisy!) przełamany kwaskowatą nutą. Iglaki to chyba jedyna nuta, która nadaje temu zapachowi "świąteczny" charakter. Potem doczytałam że mamy tam aromat rozmarynu, co poniekąd tłumaczyłoby moje żywiczne skojarzenie z cisem. Wybija się tu wyraźnie nuta eukaliptusa - nie jest to ten świeży, chłodzący eukaliptus, a raczej aromat pędów. 

Haliday Sage to zapach wielowarstwowy. Osobiście trochę przypomina mi wycofany i trudno dostępny zapach Eucalyptus Yankee Candle. Holiday Sage jest od niego bardziej wyważony, złożony i mniej "agresywny". Producent wspomina coś o cynamonie, ale osobiście nie wyczuwam go w tym zapachu. 


Szałwię łatwo można zepsuć kiepską kompozycją, ale tutaj się udało! Kompozycja Holiday Sage jest piękna i bardzo nietuzinkowa. Mało kojarzy mi się ze świętami - ewentualnie z kościelnym kadzidłem. Ale to mi nie przeszkadza :). 

Górne nuty: liść geranium, eukaliptus,  wintergreen (patrz wyżej w cranberry peppermint)
Serce: śródziemnomorska szałwia, balsam
Tło: biała sosna, wetiwer


Moc zapachów

Holiday Sage - mocny! Cudownie mocny! <3 Żadnych problemów z wyczuwalnością w obszarze pokoju i nawet poza nim, pięknie się rozpala i tworzy elegancki basen o cudownym, głębokim, winnym kolorze. 

Cranberry Peppermint jest zdecydowanie słabszy - tworzy w średniej wielkości pokoju tło, wyczuwalne przede wszystkim podczas wchodzenia do pomieszczenia. Po dłuższej ekspozycji staje się słabo wyczuwalny dla nosa. 


Podsumowując... Ostatecznie z dwóch limitek zdecydowanie zakochałam się w Holiday Sage

Cranberry Peppermint też jest fajny, ale zabrakło mi w nim mocy żebym w pełni mogła powiedzieć że spełnia w stu procentach moje oczekiwania. Holiday Sage ma natomiast wszystko - unikatowość, moc, piękny wygląd... Trafia na listę ulubieńców i mogę go bez zawahania polecić. Musicie jednak pamiętać że to zapach nietuzinkowy i trochę dziwny - nie każdemu taka mieszanka przypadnie do gustu... ;) 

Tyle na dziś, wkrótce kolejna dawka Yankowych limitek! 
Stay tunned! :)


poniedziałek, 30 października 2017

Country Candle, Fireside - zapach domowego ogniska



Dziś kolejny, nazwijmy to "przejściowy" przyjemniaczek na okres jesienno-zimowy i nie tylko. Fireside Country Candle to zgodnie z obietnicą producenta zapach  dymny, ciepły i słodki jak kubek gorącego grzańca..

Rozpalcie ogień i cieszcie się wypełnionym dymem 
zapachem niosącym cytrusową słodycz.

Przyznam się szczerze że nie dawałam mu zbyt wielu szans na miłość. Mieszanka drewna, przypraw i owoców wydawała mi się dosyć "standardowym" i nudnym świątecznym miksem, a przy takiej ilości świec przewijających się przez me łapki robię się już trochę wybredna i wymagająca :P. Zapach jednak zdecydowanie zyskał w moich oczach (...nosie?) po odpaleniu. 

To jeden z bardziej złożonych zapachów dostępnych w ofercie Country Candle. Jest tu potężna dawka różnych aromatów. Ja w pierwszym momencie wyczuwam drewno z paleniska, szczyptę dymu, ciepłe nuty bursztynu, kwaśne owoce (pokrewne żurawiny, cytryny, pomarańcza) oraz całkiem sporą dawkę przypraw - cynamonu, gałki muszkatołowej, goździków. Dom szybko wypełnił się zapachem i stał się jakiś taki bardziej przytulny... Aromat ma w sobie wiele ciepła i jest na swój sposób nienachalnie bogaty. 

Niestety do Fireside'a Kringlowego nie mam porównania w ogóle, ale to dlatego że Kringlowy jakoś mnie trochę zniechęcał na sucho i nigdy się nie poznaliśmy bliżej. Ale może teraz nabiorę trochę odwagi ;)...

Jeśli lubicie drzewne i dymne zapachy w stylu Secrets Kringla, a jednocześnie nie stronicie od delikatnych cytrusowych aromatów - ten może się Wam spodobać. Spodoba się także osobom lubiącym ciepłe, domowe zapachy pełne przypraw jak Welcome Home albo Cozy Christmas Kringle. Fireside to swojego rodzaju fuzja wszystkich "domowych" dobroci. 


Dla mnie to już są małe oczywistości, ale mimo wszystko dodam: moc jak to w Country - znakomita! Świeca się pięknie rozpala tworząc głęboki basen. Żadnych problemów z kotem czy odbarwieniami wosku nie odnotowałam. 

Podsumowując: mocarny, ciepły, przytulny. Fireside od Country Candle to idealny zapach na leniwy dzień spędzony pod kocem! Zwłaszcza na chłodne wieczory. Zdecydowanie godny polecenia!


niedziela, 29 października 2017

Dyniowy zawrót głowy! Yankee Candle Apple Pumpkin i Moonbeams On Pumpkins

W sercu dyniowego sezonu, dystrybutor Yankee Candle zaskoczył fanów po raz kolejny - niespodziewanie w sklepach pojawiły się cztery dyniowe klasyki Yankee Candle, dotychczas niedostępne na polskim rynku. Dostawa do moich niezawodnych Markowych Świec miała miejsce w sobotę więc pojechałam od razu! Akurat to się zbiegło z wyrwaniem mnie na godzinkę z kuchennej krzątaniny. Zbiegiem okoliczności akurat byłam w trakcie przyrządzania kilku halloweenowych przysmaków - palców wiedźmy, dyniowych tartaletek i ciasta dyniowego - stąd więc dzisiejsze  zdjęcia w typowo kuchennej aranżacji :D...



Nie do końca byłam gotowa na zakup czterech słoi za jednym razem - dałam sobie limit na dwa słoje. Zastanawiałam się w sklepie kilkadziesiąt (!) minut które wybrać. Każdy zapach był piękny, odrobinę inny...

Spiced Pumpkin wydał mi się najbardziej dyniowy i ładnie wyważony względem przypraw.
Pumpkin Pie miał w sobie delikatną, smakowitą kremowość i maślaność. 
Apple Pumpkin ma jabłko, które uwielbiam w świecach!  
Moonbeams On Pumpkins jest niepozorny w zapachu, ale niesamowicie kusił mnie jego design...

Po zdjęciach zapewne już wiecie, które wybrałam :).


Wczoraj paliłam pół dnia Moonbeams On Pumpkins, dziś spędzam niedzielę przy Apple Pumpkin, można więc powiedzieć że dzisiejszy wpis to sprawozdanie z pierwszego wrażenia. 


Na Apple Pumpkin miałam ochotę od dłuższego czasu. Połączenie dyni z jabłkiem to piękne, jesienne zestawienie. Dynia sama w sobie jest dosyć mdła, a jabłko pięknie wzbogaca jej aromat czyniąc go słodkim, a jednocześnie soczystym. Apple Pumpkin to zapach niesamowicie złożony. Dynia raczej gra drugie skrzypce, a na przód wyłaniają się nuty jesiennych owoców, głównie jabłka. Cały zapach dopełnia przyprawowe tło które nie obciąża tego zapachu. Wyczuwam goździka, malutką szczyptę cynamonu, wanilię i gałkę muszkatołową. Zapach ma w sobie ciepłe tło, które prawdopodobnie pochodzi od piżma. Ostatecznie jest to mój ulubiony zapach z dyniowej serii - jesienny, dyniowy, rozbudowany, a jednocześnie świeży i niezbyt ciężki.

Górne nuty: Jabłko, żółte owoce, pomarańcz, świeże zioła, masło
Serce: pieczona dynia, czerwone owoce, cynamon, goździk, gałka muszkatołowa, świeży imbir
Tło: wanilia, karmelizowany cukier, pieczone ciasto, kremowe piżmo


Moonbeams On Pumpkins wygrywa w kwestii marketingu, chwytliwej nazwy i pięknej etykiety. Jego mroczna, nocna otoczka kusi, by go poznać! Gdyby nie kreatywność producenta, zapach pewnie by miał żółtawy kolor i nazwę Pumpkin Muffin. Bo tak go właśnie czuję - jak dyniową muffinkę. Jest w nim ogromna ilość nut "ciastowych", przyprawy podobne jak w Apple Pumpkin. Nie czuć w nim natomiast zbytnio owoców, może odrobinkę skórki pomarańczowej. Zapach ma w sobie pewną "orzechowość"... Aromat według mnie nie jest zbyt uwodzący na sucho, ale ładnie się rozwija podczas palenia. Pachnie jak przytulny dom wypełniony zapachami dyniowych wypieków. Zupełnie jakbyśmy wrócili lekko zmarznięci i przemoknięci i zostali powitani w domu ciepłem bijącym od piekarnika, w którym pieką się właśnie dyniowe muffinki.

Górne nuty: Pumpkin Spice (nie do końca wiem jak to przetłumaczyć), słodki pomarańcz
Serce: goździk, cynamon, gałka muszkatołowa
Tło: Wanilia

Niestety jest rzecz o której muszę wspomnieć, czyli o mocy obu zapachów. Oba paliłam ponad 8 godzin i żaden nie wypełnił dobrze średniej wielkości pomieszczenia. W pokoju unosiło się delikatne tło, a dla mnie to wciąż za mało. W skali 1-10 moc oceniam na co najwyżej 3. To wielka szkoda, bo zapachy są naprawdę fajne :(.

Wszystkie dyniowe zapachy dostępne są przez limitowany okres czasu w formie dużych słoi. Mogę Wam je polecić, o ile nie macie do wypachnienia dużego obszaru domu.  Pod względem zapachu Apple Pumkin jest moim faworytem. Generalnie zapachy dyni mi się bardzo podobają - dynia to moja mała obsesja w sezonie jesiennym :). 

Jeśli mieliście z nimi styczność, lub też znacie inne dyniowe zapachy warte spróbowania - koniecznie dajcie mi znać w komentarzach!


środa, 25 października 2017

Frosted Cranberries, Country Candle

Żurawina to jagoda królująca jesienią. Owocuje na przełomie września i października i właśnie wtedy jej owoce możemy bez problemu dostać na lokalnym rynku. Frosted Cranberries to świeca należąca do kolekcji zimowej, chociaż przyznam że mi się ją najlepiej pali właśnie teraz - w sercu jesieni. :) 

Jak pachnie Frosted Cranberries?

Po żurawinowym zapachu spodziewałam się ogromnej porcji kwaskowatości. Frosted Cranberry nie ma jej w sobie ani krztyny! To zapach słodki jak landrynki. Ma w sobie pierwiastek świeżości i perfumowaną głębię - na tyle wyraźną, że miałabym problem z wrzuceniem tego zapachu do kategorii "jedzeniówki", ale nie tak wyraźną by uznać go za zapach perfumeryjny. W pewnym sensie wydaje mi się on odrobinę mydlany - mniej jak świeża żurawina, bardziej jak żurawinowy... Krem do rąk?

Wyczuwam w zapachu lekki, słodko-przyprawowy ogon - może być to wanilia, prawdopodobnie jest tam też jakiś goździk. 

Nie umiem się ustosunkować do tego, czy ta żurawina jest frosted - spodziewałam się nut mentolowych, zimnych, ale tutaj nie wyczuwam żadnej mocno ochładzającej nuty. Może więc chodzi tu bardziej o frosting cukrowy...

Moc

Moc zapachu "standardowa" jak na normę Country Candle - czyli rewelacyjna! Te świece po prostu nie trafiają się w słabych egzemplarzach. Country Candle to królowie mocy! :D



Moja opinia

I teraz pytanie czy lubię... I tak zupełnie z ręką na sercu - nie jest to mój typ. Nie omdlewam z zachwytu, jak np. przy ostatnio recenzowanym przeze mnie Cozy Cabin :). Poprawny, słodki, owocowy... A ja bym chciała czegoś więcej!

Decydując się już na zapach owocowy liczę zwykle na coś wyjątkowego. Ma być albo bardzo autentycznie, albo bardzo wielowymiarowo. W tym zapachu zabrakło mi chłodu i autentycznej kwaskowatości tych owoców - po prostu nie mogę przy nim zamknąć oczu i wyobrazić sobie zmrożonych żurawin. Nie jest też na tyle perfumeryjnie złożony, bym chciała się nim otulić. Dlatego pozostaję nadal w poszukiwaniach najlepszego żurawinowego zapachu. :) 

... Ale generalnie trochę dzięki niemu doceniłam żurawinę! Zawsze kojarzyła mi się tylko z "dżemem do mięsa"... Przy okazji szukania inspiracji na przyrządzenie mojej żurawiny natrafiłam na wyjątkowo smakowite inspiracje na Pintrest. Coś by się z tego zjadło :D:








sobota, 21 października 2017

Małe też fajne! Pomysły na VOTIVY i TEALIGHTY Yankee Candle :)



Przez wiele miesięcy pokazywałam Wam przede wszystkim słoje, a trochę zaniedbałam moją kolekcję "maluchów". Małe rozmiary świec towarzyszą mi od zawsze, bo w mojej pasji do zapachów liczy się dla mnie także wygląd - a tu mamy wiele możliwości aranżacyjnych. :) 

Tealighty i votivy (samplery) dają mi nieskończoną ilość możliwości dekoracyjnych, a jednocześnie pięknie pachną. Dziś kilka słów poświęcę właśnie tealightom i votivom Yankee Candle. Pokażę Wam moje ulubione aranżacje i kilka tanich propozycji pięknych akcentów dekoracyjnych z ich udziałem. 

W roli głównej wystąpi dziś Cracking Wood Fire - nowy, przepiękny zapach zimowy, który wstępnie opisałam dla Was w tym wątku. W ciągu najbliższego miesiąca na pewno pojawi się pełna recenzja tego zapachu!



Votive - cudowny pomocnik nie tylko na testy!

Votivy (częściej potocznie nazywane samplerami) to walcowate miniatury świeczek występujące bez szklanej obudowy. Czas palenia wynosi około 15 godzin, kosztują około 11 złotych za sztukę. Bardzo często służą mi jako pierwszy produkt, który kupuję przed podjęciem decyzji o zakupie dużego słoja (czyli jako tester). Mają niekiedy przewagę nad woskami, ponieważ lepiej oddają ostateczny zapach dużej świecy (przykład: Bundle Up to zimowy, świeży zapach Yankee Candle który jest przykładem tego, że wosk i świeca mogą pachnieć trochę inaczej - tutaj na niekorzyść wosku). 

Votivy można palić na dwa sposoby:

Pierwsza metoda: klasycznie, jako świecę - pięknie wygląda i pachnie delikatnie, chociaż spotykałam się też z całkiem mocarnymi egzemplarzami. Do tej metody przydadzą się szklane holdery, ale o tym za moment. :)

Druga metoda polega na topieniu w kominku (wystarczy odciąć kawałek wosku). Jest wiele opinii na temat tego, że w topieniu samplery są bardziej wydajne i często mocniejsze niż woski zapachowe. Nie umiem tego do końca potwierdzić - osobiście topię i tak i tak. Czasem znam zapach i zależy mi na ozdobie, a czasem na szybszym i dokładniejszym poczuciu zapachu. Przy paleniu w kominku moc jest znacznie lepsza, ale zużycie nastąpi naturalnie szybciej niż przy klasycznym paleniu.

Do samplerów przydadzą się Wam szklane holdery, czyli szkło w które je włożycie - bez tego świeca popłynie Wam po meblach :D. Oryginalne holdery Yankee Candle są ładne ale nie należą do najtańszych, dlatego polecam super ekonomiczną metodę - palenie w szklanych słoiczkach po jogurtach owocowych, które zakupicie w każdej Biedronce, pakowane po dwie sztuki. Kosztują tylko kilka złotych i są pyszne! Szkło po wymyciu cudownie się sprawdza jako szkło na votivy. :)

Na poniższym zdjęciu: votive przed i po kilku godzinach palenia w szkle po jogurcie. Z tyłu widoczny jest mój ulubiony, ażurowy świecznik z Ikei - kosztuje coś w granicach 7-8 złotych, a wspaniale się sprawdza jako osłonka na nasze "jogurtowe świeczniki" :).



Tealight - uroczy maluch 

Tealighty to najmniejsze możliwe formy świeczek Yankee Candle. Czas palenia jest krótszy - wynosi od 4 do 6 godzin. Tealighty Yankee Candle można kupić w opakowaniach zbiorczych po 12 sztuk i kosztują około 32 złote.

Rocznie zużywam kilogramy tealightów do podgrzewaczy kominkowych, ale tych yankowych szkoda mi do tak mało prestiżowych zadań. :D W sklepach z elementami wystroju wnętrz znajdziecie ogromne ilości pięknych świeczników na tego typu świeczki, a tealighty Yankee Candle pasują do wszystkich jakie mam. 

Rozdrabnianie tealighta do kominka raczej mija się z celem - po kilkunastu minutach palenia tealight jest mocno rozgrzany, a zapach naprawdę dobrze wyczuwalny.  Przetestowałam kilka zapachów i jeśli paliłam przynajmniej 2-3 tealighty w tym samym czasie, to w promieniu 2-3 metrów zapach zawsze był doskonale wyczuwalny. Dlatego jest to mój ulubiony rodzaj świecy na stolik kawowy, gdzie pełni także funkcję dekoracyjną.


Wśród wielu świeczników które możecie dostać w sklepach pamiętajcie o recyclingu - może macie w domu coś, co doskonale się sprawdzi w tej roli? :) Ja uwielbiam wykorzystywać wypalone słoiczki po świecach - na przykład po małych słoikach Yankee Candle! Wystarczy odkleić etykietę i wyczyścić je w ciepłej wodzie z dodatkiem proszku lub płynu do naczyń. Do tego wygrzebać ładny talerzyk czy podstawkę i udekorować sezonowymi kwiatami lub jesiennymi liśćmi. 
Piękny efekt gwarantowany!

Wypalone maluchy przed... 


i po :) 



Piękne świeczniki i lampiony przyciągają mnie jak miód! A jak mogę do tego dodać ulubiony zapach to już w ogóle bajka! Bez votivów i tealightów nie byłoby to możliwe, dlatego tak je lubię! Można by rzec - mała rzecz, a cieszy! :)

No i na koniec mój stały "talerz" na stoliku kawowym - zawsze mi umila leniwe wieczory!


Chętnie się dowiem czy lubicie tego typu ozdoby. 
Stosujecie votivy i tealighty? 
A może wystarczają Wam bezzapachowe świeczki? 
Dajcie znać! :) 

środa, 18 października 2017

Wszystko o COZY CABIN / Kringle vs Country Candle


Gdybym miała wybrać jeden, jedyny zapach z dziesiątek zimowych świec jakie kiedykolwiek paliłam, to wybór byłby łatwy - Cozy Cabin! (: Choć wiele zapachów uwielbiam, z żadnym nie zostałam na tak długo, jak z przytulną chatką. Wypaliłam go już ogromne ilości w woskach i świecach i nigdy nie mam go dosyć. Z rozmów z wieloma fanami świec zapachowych wiem, że to nie tylko mój ulubieniec tej marki. W czym więc tkwi jego fenomen?

Świece zapachowe mają spełniać pewną rolę - mają nas zrelaksować, oderwać od codziennych problemów, stresów, sprawić że nasz dom stanie się w naszym odczuciu jeszcze bardziej przytulny. I teraz popatrzcie na ten cudny obrazek na etykiecie Cozy Cabin... Kwintesencja przytulnego domu, domowego ogniska, bezpieczeństwa, ciepła. Kto by nie chciał uciec od codziennych problemów i zaszyć się w takim cudownym miejscu na kilka dni?  I nawet jeśli nie mamy takiej okazji w zasięgu ręki, ten zapach jest w stanie przenieść nas do przytulnej chatki bez wychodzenia z domu. Na prawdę! :)


Jak pachnie?

Mogłabym w sumie powiedzieć - popatrz na etykietę, zamknij oczy i wyobraź sobie ten obraz namalowany zapachem. Ten zapach po prostu pachnie jak to, co widzimy na etykiecie!
Jakbyśmy zmarznięci, po przemierzeniu długiej drogi w śnieżycy otworzyli drzwi drewnianej, górskiej chatki. Chatki z której bije ciepło paleniska, a jednocześnie przez szprosy okien przedziera się mróz. W rozgrzewającym się, rześkim powietrzu czuć aromat sosnowych desek, szczyptę dymu, ziół i aromatyczną mieszankę waniliowej słodyczy i cynamonu - zupełnie jakby czekał już na nas rozgrzewający kubek ciepłej czekolady. 

Cozy Cabin to dla mnie jedna z najpiękniejszych, autentycznych zimowych kompozycji jaka kiedykolwiek powstała. To ona zapoczątkowała moją miłość do Kringle Candle. 


Dwie formy

Cozy Cabin występuje we wszystkich możliwych formach zapachów - wosk, daylight, mała, średnia, duża świeca. Kringle Candle postanowili wypuścić ten kultowy zapach w wersji słoja Contry Candle (dla niewtajemniczonych - to dokładnie ten sam producent). I tu pojawia się pytanie:

Cozy Cabin Kringle Candle 
vs
Cozy Cabin Country Candle 

czym się różnią? 
który lepszy?

Wygląd. Na pierwszy rzut oka widać różnicę. Osobiście preferuję białą, walcowatą wersję Kringla - wydaje mi się bardziej elegancka i zimowa. 

Zapach pozostaje bez zmian. W obu przypadkach to dokładnie to samo cudo :).

Prędkość wypalania się wosku. Rzecz której nie testowałam z zegarkiem w ręku, ale namacalnie po kilku dniach widzę sporą różnicę. Wosku w słoju Country Candle ubywa mi szybciej, niż w słoju Kringla. Ma to prawdopodobnie związek z kolejną różnicą.


Szybkość rozpalania się świecy. Tutaj mam akurat wyraźną ewidencję na powyższym zdjęciu - obie świece zostały odpalone dokładnie w tym samym czasie. W słoju Country Candle dwa razy szybciej osiągnęłam "basen" roztopionego wosku. Dodatkowo, warstwa roztopionego wosku jest głębsza, a sama świeca - bardziej gorąca. Zdjęcie wykonałam około 25 minut po odpaleniu świec.

Moc zapachu. Bezapelacyjnie Country Candle wygrywa, co może poniekąd być związane z osiąganiem wyższej temperatury, ale może też ma więcej olejków - tego nie wiem. Świeca Kringla ma bardzo dobrą moc, natomiast Cozy Cabin w wersji Country Candle to prawdziwy killer! :)

 Wieczorny chillout z Cozy :)

Która lepsza?

Obie są najlepsze! :D Generalnie, jeśli nie zamierzacie palić świecy na bardzo dużych, otwartych przestrzeniach - weźcie Kringle Candle. Będzie bardzo mocna, a w średniej wielkości mieszkaniach i pokojach Country Candle może okazać się zbyt przytłaczająca. Jeśli jednak lubicie killery (tak jak ja:)) i/lub macie duży metraż do wypachnienia - gorąco polecam słój Country Candle.

I to tyle (a może aż tyle:D) na dziś. I na koniec... Filmik z palenia! Bo kto powiedział, że w paleniu chodzi tylko i wyłącznie o zapach? :)