sobota, 21 października 2017

Małe też fajne! Pomysły na VOTIVY i TEALIGHTY Yankee Candle :)



Przez wiele miesięcy pokazywałam Wam przede wszystkim słoje, a trochę zaniedbałam moją kolekcję "maluchów". Małe rozmiary świec towarzyszą mi od zawsze, bo w mojej pasji do zapachów liczy się dla mnie także wygląd - a tu mamy wiele możliwości aranżacyjnych. :) 

Tealighty i votivy (samplery) dają mi nieskończoną ilość możliwości dekoracyjnych, a jednocześnie pięknie pachną. Dziś kilka słów poświęcę właśnie tealightom i votivom Yankee Candle. Pokażę Wam moje ulubione aranżacje i kilka tanich propozycji pięknych akcentów dekoracyjnych z ich udziałem. 

W roli głównej wystąpi dziś Cracking Wood Fire - nowy, przepiękny zapach zimowy, który wstępnie opisałam dla Was w tym wątku. W ciągu najbliższego miesiąca na pewno pojawi się pełna recenzja tego zapachu!



Votive - cudowny pomocnik nie tylko na testy!

Votivy (częściej potocznie nazywane samplerami) to walcowate miniatury świeczek występujące bez szklanej obudowy. Czas palenia wynosi około 15 godzin, kosztują około 11 złotych za sztukę. Bardzo często służą mi jako pierwszy produkt, który kupuję przed podjęciem decyzji o zakupie dużego słoja (czyli jako tester). Mają niekiedy przewagę nad woskami, ponieważ lepiej oddają ostateczny zapach dużej świecy (przykład: Bundle Up to zimowy, świeży zapach Yankee Candle który jest przykładem tego, że wosk i świeca mogą pachnieć trochę inaczej - tutaj na niekorzyść wosku). 

Votivy można palić na dwa sposoby:

Pierwsza metoda: klasycznie, jako świecę - pięknie wygląda i pachnie delikatnie, chociaż spotykałam się też z całkiem mocarnymi egzemplarzami. Do tej metody przydadzą się szklane holdery, ale o tym za moment. :)

Druga metoda polega na topieniu w kominku (wystarczy odciąć kawałek wosku). Jest wiele opinii na temat tego, że w topieniu samplery są bardziej wydajne i często mocniejsze niż woski zapachowe. Nie umiem tego do końca potwierdzić - osobiście topię i tak i tak. Czasem znam zapach i zależy mi na ozdobie, a czasem na szybszym i dokładniejszym poczuciu zapachu. Przy paleniu w kominku moc jest znacznie lepsza, ale zużycie nastąpi naturalnie szybciej niż przy klasycznym paleniu.

Do samplerów przydadzą się Wam szklane holdery, czyli szkło w które je włożycie - bez tego świeca popłynie Wam po meblach :D. Oryginalne holdery Yankee Candle są ładne ale nie należą do najtańszych, dlatego polecam super ekonomiczną metodę - palenie w szklanych słoiczkach po jogurtach owocowych, które zakupicie w każdej Biedronce, pakowane po dwie sztuki. Kosztują tylko kilka złotych i są pyszne! Szkło po wymyciu cudownie się sprawdza jako szkło na votivy. :)

Na poniższym zdjęciu: votive przed i po kilku godzinach palenia w szkle po jogurcie. Z tyłu widoczny jest mój ulubiony, ażurowy świecznik z Ikei - kosztuje coś w granicach 7-8 złotych, a wspaniale się sprawdza jako osłonka na nasze "jogurtowe świeczniki" :).



Tealight - uroczy maluch 

Tealighty to najmniejsze możliwe formy świeczek Yankee Candle. Czas palenia jest krótszy - wynosi od 4 do 6 godzin. Tealighty Yankee Candle można kupić w opakowaniach zbiorczych po 12 sztuk i kosztują około 32 złote.

Rocznie zużywam kilogramy tealightów do podgrzewaczy kominkowych, ale tych yankowych szkoda mi do tak mało prestiżowych zadań. :D W sklepach z elementami wystroju wnętrz znajdziecie ogromne ilości pięknych świeczników na tego typu świeczki, a tealighty Yankee Candle pasują do wszystkich jakie mam. 

Rozdrabnianie tealighta do kominka raczej mija się z celem - po kilkunastu minutach palenia tealight jest mocno rozgrzany, a zapach naprawdę dobrze wyczuwalny.  Przetestowałam kilka zapachów i jeśli paliłam przynajmniej 2-3 tealighty w tym samym czasie, to w promieniu 2-3 metrów zapach zawsze był doskonale wyczuwalny. Dlatego jest to mój ulubiony rodzaj świecy na stolik kawowy, gdzie pełni także funkcję dekoracyjną.


Wśród wielu świeczników które możecie dostać w sklepach pamiętajcie o recyclingu - może macie w domu coś, co doskonale się sprawdzi w tej roli? :) Ja uwielbiam wykorzystywać wypalone słoiczki po świecach - na przykład po małych słoikach Yankee Candle! Wystarczy odkleić etykietę i wyczyścić je w ciepłej wodzie z dodatkiem proszku lub płynu do naczyń. Do tego wygrzebać ładny talerzyk czy podstawkę i udekorować sezonowymi kwiatami lub jesiennymi liśćmi. 
Piękny efekt gwarantowany!

Wypalone maluchy przed... 


i po :) 



Piękne świeczniki i lampiony przyciągają mnie jak miód! A jak mogę do tego dodać ulubiony zapach to już w ogóle bajka! Bez votivów i tealightów nie byłoby to możliwe, dlatego tak je lubię! Można by rzec - mała rzecz, a cieszy! :)

No i na koniec mój stały "talerz" na stoliku kawowym - zawsze mi umila leniwe wieczory!


Chętnie się dowiem czy lubicie tego typu ozdoby. 
Stosujecie votivy i tealighty? 
A może wystarczają Wam bezzapachowe świeczki? 
Dajcie znać! :) 

środa, 18 października 2017

Wszystko o COZY CABIN / Kringle vs Country Candle


Gdybym miała wybrać jeden, jedyny zapach z dziesiątek zimowych świec jakie kiedykolwiek paliłam, to wybór byłby łatwy - Cozy Cabin! (: Choć wiele zapachów uwielbiam, z żadnym nie zostałam na tak długo, jak z przytulną chatką. Wypaliłam go już ogromne ilości w woskach i świecach i nigdy nie mam go dosyć. Z rozmów z wieloma fanami świec zapachowych wiem, że to nie tylko mój ulubieniec tej marki. W czym więc tkwi jego fenomen?

Świece zapachowe mają spełniać pewną rolę - mają nas zrelaksować, oderwać od codziennych problemów, stresów, sprawić że nasz dom stanie się w naszym odczuciu jeszcze bardziej przytulny. I teraz popatrzcie na ten cudny obrazek na etykiecie Cozy Cabin... Kwintesencja przytulnego domu, domowego ogniska, bezpieczeństwa, ciepła. Kto by nie chciał uciec od codziennych problemów i zaszyć się w takim cudownym miejscu na kilka dni?  I nawet jeśli nie mamy takiej okazji w zasięgu ręki, ten zapach jest w stanie przenieść nas do przytulnej chatki bez wychodzenia z domu. Na prawdę! :)


Jak pachnie?

Mogłabym w sumie powiedzieć - popatrz na etykietę, zamknij oczy i wyobraź sobie ten obraz namalowany zapachem. Ten zapach po prostu pachnie jak to, co widzimy na etykiecie!
Jakbyśmy zmarznięci, po przemierzeniu długiej drogi w śnieżycy otworzyli drzwi drewnianej, górskiej chatki. Chatki z której bije ciepło paleniska, a jednocześnie przez szprosy okien przedziera się mróz. W rozgrzewającym się, rześkim powietrzu czuć aromat sosnowych desek, szczyptę dymu, ziół i aromatyczną mieszankę waniliowej słodyczy i cynamonu - zupełnie jakby czekał już na nas rozgrzewający kubek ciepłej czekolady. 

Cozy Cabin to dla mnie jedna z najpiękniejszych, autentycznych zimowych kompozycji jaka kiedykolwiek powstała. To ona zapoczątkowała moją miłość do Kringle Candle. 


Dwie formy

Cozy Cabin występuje we wszystkich możliwych formach zapachów - wosk, daylight, mała, średnia, duża świeca. Kringle Candle postanowili wypuścić ten kultowy zapach w wersji słoja Contry Candle (dla niewtajemniczonych - to dokładnie ten sam producent). I tu pojawia się pytanie:

Cozy Cabin Kringle Candle 
vs
Cozy Cabin Country Candle 

czym się różnią? 
który lepszy?

Wygląd. Na pierwszy rzut oka widać różnicę. Osobiście preferuję białą, walcowatą wersję Kringla - wydaje mi się bardziej elegancka i zimowa. 

Zapach pozostaje bez zmian. W obu przypadkach to dokładnie to samo cudo :).

Prędkość wypalania się wosku. Rzecz której nie testowałam z zegarkiem w ręku, ale namacalnie po kilku dniach widzę sporą różnicę. Wosku w słoju Country Candle ubywa mi szybciej, niż w słoju Kringla. Ma to prawdopodobnie związek z kolejną różnicą.


Szybkość rozpalania się świecy. Tutaj mam akurat wyraźną ewidencję na powyższym zdjęciu - obie świece zostały odpalone dokładnie w tym samym czasie. W słoju Country Candle dwa razy szybciej osiągnęłam "basen" roztopionego wosku. Dodatkowo, warstwa roztopionego wosku jest głębsza, a sama świeca - bardziej gorąca. Zdjęcie wykonałam około 25 minut po odpaleniu świec.

Moc zapachu. Bezapelacyjnie Country Candle wygrywa, co może poniekąd być związane z osiąganiem wyższej temperatury, ale może też ma więcej olejków - tego nie wiem. Świeca Kringla ma bardzo dobrą moc, natomiast Cozy Cabin w wersji Country Candle to prawdziwy killer! :)

 Wieczorny chillout z Cozy :)

Która lepsza?

Obie są najlepsze! :D Generalnie, jeśli nie zamierzacie palić świecy na bardzo dużych, otwartych przestrzeniach - weźcie Kringle Candle. Będzie bardzo mocna, a w średniej wielkości mieszkaniach i pokojach Country Candle może okazać się zbyt przytłaczająca. Jeśli jednak lubicie killery (tak jak ja:)) i/lub macie duży metraż do wypachnienia - gorąco polecam słój Country Candle.

I to tyle (a może aż tyle:D) na dziś. I na koniec... Filmik z palenia! Bo kto powiedział, że w paleniu chodzi tylko i wyłącznie o zapach? :)



sobota, 14 października 2017

Halloweenowe Yankee Candle - moja pełna kolekcja i duuużo zdjęć!


Mimo 28 lat na karku uwielbiam halloween! Od dzieciństwa chciałam zostać czarownicą, mieszkać w lesie i latać na miotle. :D Wspólnie z przyjaciółką co roku celebrowałyśmy ten dzień w ciemnym pokoju przy blasku pojedynczej świecy. Dzisiaj, po dwudziestu latach, świec do celebrowania halloween mam trochę więcej... :) 

Przygotowałam więc dla Was całą swoją halloweenową kolekcję świec i akcesoriów świecowych. Będzie trochę o zapachach z tego roku, jak i o wycofanych już skarbach... Dzisiejszy wpis jest potwornie długi! Zgaście więc światło, wskoczcie pod koc i poznajcie moją najmroczniejszą część Yankowej kolekcji :). 


Witches Brew
Halloweenowy klasyk! Wraca co roku w trochę odmienionej odsłonie słoja, ale zapach zawsze pozostaje ten sam. Podstawę naparu wiedźmy stanowi niezwykle aromatyczna paczula. Paczula należy do rodziny jasnowatych - tej samej, co mięta. We mnie wywołuje pewne "zimne" i ziemiste skojarzenia. W tym zapachu czuję ogromną dawkę ziemistości, jakbym wsadziła nos w doniczkę. ;) W połączeniu z paczulowym chłodem tworzy wręcz piwniczną atmosferę. Brzmi mało zachęcająco, ale w tym polega urok halloweenowych świec - nie mają być piękne - mają wywołać dreszczyk! Witches Brew pachnie mi zakurzoną piwnicą pełną pajęczyn

Zdążyłam Was zniechęcić? Mam nadzieję, że nie! 

Ten zapach jest niezwykły i ma w sobie też garstkę pięknych ocieplaczy. Towarzyszą mu aromaty korzenne - goździk, cynamon, kardamon.. Wyczuwam w nim odrobinę dymnych nut, cukierki lukrecjowe i szczyptę słodyczy - ale tylko szczyptę! 


Jaki jest więc Witches Brew? Nastrojowy, zimny, mroczny, tajemniczy... To halloweenowa królowa. Osobiście uwielbiam ten zapach i będzie mi towarzyszył prawdopodobnie każdy sezon - tak  długo, jak będzie produkowany!



Haunted Hollow

Haunted Hollow to zupełnie nowy zapach na rok 2017, występujący tylko w czarnym pilarze. Wosk świecy jest szary, gładki, bardziej miękki i maślany niż ten w klasycznych słojach. Ogromną zaletą tego egzemplarza jest klimatyczne, prześwitujące szkło i tajemniczy napis, który odkrywa się wraz z wypalaniem świecy...  

Zapach jest odrobinę "w klimacie" Witches Brew - łączy je ziemistość. Nie ma tu tak dużej dawki paczuli (jest jej ledwo wyczuwalna szczypta), za to kompozycję wypełnia aromat suchych, żółtych, opadniętych na ziemię igiełek sosnowych. Druga, wyraźna nuta dochodząca do mojego nosa to akord dymny - nie jest to jednak aromat kominkowy, a raczej woń dopiero co zgaszonej zapałki - odrobinę ostry i siarczysty, coś w rodzaju zimnych ogni. 

Haunted Hollow kojarzy mi się z ciemnym, mrocznym lasem. Mgła, sosny, dopalające się ognisko i cichy szum wiatru... Niezwykły i piękny aromat! 


W ciągu ostatniego roku udało mi się upolować jeszcze dwa trudno już dostępne zapachy - Black Magic oraz Happy Halloween. To prawdziwe rarytasy! Jeśli natraficie na okazję odkupienia ich nawet z drugiej ręki, dwa razy zastanówcie się zanim pomyślicie że ich nie potrzebujecie :D!


Black Magic to dla mojego nosa  "najprzyjemniejszy" (czyt. najmniej trącący trupem..) halloweenowy zapach z całej czwórki. Potwornie złożony! W sercu tego zapachu wyczuwam dużą dawkę kremowej, słodkiej wanilii. Ten słodki "budyń waniliowy" zestawiony został mrocznymi aromatami tytoniu, paczuli i mieszanki aromatycznych przypraw. Jedyny tak ciepły i słodki, ale ma w sobie pazura :). Jeśli gdzieś go zauważycie, to polecam gorąco - prawdopodobnie wkrótce będzie bardzo, ale to bardzo trudno dostępny. :(


Ostatnią świecą w mojej halloweenowej kolekcji jest Happy Halloween. Zapach pochodzi z roku 2013 i należy już do tych, których trzeba mocno poszukać. Kupiłam go trochę ze względu na etykietę (kot, obviously!). 

Jego zapach jest, nazwijmy to, specyficzny :)... To nic innego jak aromat lukrecji doprawiony anyżem i goździkami. Ziołowy, słodki, medyczny. Kupiłam go zupełnie w ciemno i na pierwszy niuch trochę posmutniałam... Całe szczęście, że nie muszę go jeść, bo nienawidzę tego rodzaju smakołyków. I wiecie co? Absolutnie zyskał wszystko po odpaleniu! Znika medyczny posmak, zostaje tajemnicza, słodko-ziołowa aromatyczna mgła. Uspokaja, relaksuje i nie obciąża. Na pewno nie dla każdego, ale nie warto go skreślać - to wyjątkowo nietuzinkowy egzemplarz!

Hallowenowe gadżety...  

Zapach to jedno, ale to co cieszy na halloween, to przede wszystkim ozdoby! W mojej kolekcji nie zabrakło też ozdób świecowych Yankee Candle.  :) 

Kolekcja jaką widzicie poniżej to efekt dwóch sezonów polowań.


Numer jeden? Zawieszka na świecę w kształcie czarnego kota, którą dostałam w zeszłym roku od męża. Cudo!



Spójrzcie tylko na tą przepiękną illumę w nietoperze. Jest tak cudna, że mogłabym ją nosić na głowie :D! Niestety, jest piękna ale niepraktyczna - słabo rozgrzewa świece w dużych słojach. Na szczęście pięknie prezentuje się (i pasuje) na Haunted Hollow, który nie wymaga dużej mocy grzewczej, żeby roztopić się do ścianek.


Z zeszłorocznych skarbów w salonie króluje świecznik w kształcie czaszki. Można w nim palić zarówno samplery, jak i malutkie tea lighty. To skromny, ale słodki i efektowny dodatek!


Moim pierwszym gadżetem z tego roku są długie świece do klasycznych świeczników. Można je nabyć w zestawach po dwie sztuki w opakowaniu. Na pierwszy rzut oka - nudne, białe świece. I w dodatku nie pachną! Aaaaale ... Po pewnym czasie palenia zaczynają... Krwawić :)! Taka świeca wygląda przerażająco, ale stwarza niesamowity klimat - będzie królowała u mnie na stole podczas halloweenowej imprezy. 
Przyznam że efekt jest dosyć autentyczny.. :)

Ufff... 

To jeden z najdłuższych wpisów, jakie kiedykolwiek stworzyłam (i to jednym tchem!). Jeśli dotrwaliście do końca to gratuluję - widocznie kochacie halloween tak samo jak ja!

Podsumowując: UWIELBIAM WSZYSTKO! 

Pełną, bieżącą halloweenową ofertę znajdziecie w dobrych sklepach ze świecami zapachowymi. Wycofane "starocie" szukajcie na grupach zapachowych i na eBay. Tylko mi wszystkiego nie wykupcie!





niedziela, 8 października 2017

Country Candle - ZIMA 2017. Zacna kolekcja Milordzie! :)


Dziś znowu trochę zimy :). Świecowe kolekcje zwykle przychodzą z wyprzedzeniem, ale dzięki temu mamy możliwość umilić nasze oczekiwania na nadchodzącą porę roku. Jesień i zima to bez dwóch zdań najlepszy okres na palenie świec! Na szczęście mamy w czym wybierać - właśnie do sklepów weszły najnowsze, zimowe kolekcje Coutry Candle

Moja dostawa przepięknych, dwunastu świąteczno-zimowych słoi przyjechała dosłownie wczoraj, więc dzisiaj mam dla Was mały przewodnik - bez palenia, na sucho, moim nosem. :)


Jingle All The Way
Według mnie jeden z piękniejszych na sucho z całej kolekcji. Na pierwszy plan wybija się słodka, owocowa nuta która do złudzenia przypomina mi zapach kandyzowanych wiśni. Potem długo, długo nic, a na końcu jakieś przyprawy korzenne... Bardzo intrygujący!
Nuty wyczuwalne na sucho: kandyzowane wiśnie
Podobny do: niczego?:)

Merry Christmas
To świąteczny klasyk. Klasyczna, świąteczna mieszanka przypraw (cynamon zdecydowanie z przodu), igliwia i owoców. Przyprawy grają w nim pierwsze skrzypce. W pierwszym momencie myślałam że to duplikat Kringlowego Cozy Christmas, lecz ten jest bardziej cynamonowy, a Cozy Christmas bardziej goździkowy. 
Nuty wyczuwalne na sucho: Cynamon, goździki, igliwie
Podobny do: Cozy Christmas Kringle

Silver Bells
Bardzo trudny do rozgryzienia na sucho... Na pewno mamy tu dominującą nutę owoców cytrusowych (ja czuję kwaśne mandarynki). Tło zapachu jest drzewne.
Nuty wyczuwalne na sucho: owoce cytrusowe, nuty drzewne
Podobny do: Nie jestem pewna, potem dopiszę jak potwierdzę że to to :) 


Balsam Fir
Przepiękny zapach! To klasyczne drzewko świąteczne - bez ozdób, świeże. Cała masa igliwia i świeżości. Nie ma mowy o nutach toaletowych!
Nuty wyczuwalne na sucho: świerk, igliwie, jodła
Podobny do: Balsam Fir Kringle (wydaje mi się że to dokładnie ten sam zapach - do weryfikacji)

Balsam & Cedar
Cedr i jodła balsamiczna z dużą przewagą drewna cedrowego, które ostatnio uwielbiam. Ten zapach różni się od Balsam Fir tym, że mniej w nim wyczuwalne jest igliwie, a zdecydowanie bardziej drewno cedrowe i żywica. 
Nuty wyczuwalne na sucho: drewno cedrowe, żywica, jodła.
Podobny do: -

Home For Christmas
To jeden z bardziej udanych zapachów całej kolekcji z prostej przyczyny - jest znany i sprawdzony. ;) Po powąchaniu już po pierwszym wdechu wiedziałam już, że mam tu do czynienia z przepakowaną wersją First Snow Kringle. Czuć w nim zimno, goździki, pikantność i słodycz, nuty żywiczne, jakieś owoce (żurawina?) i coś jeszcze trudnego do opisania...
Nuty wyczuwalne na sucho: goździki, świeżość, żurawina (?)
Podobny do: Duplikat First Snow Kringle


Frosted Cranberries
Zmarznięta żurawina... Kojarzy mi się z kwaskowatością, a ten zapach nie ma w sobie nawet cienia kwaśności. To słodka, żurawinowa konfitura. :)
Nuty wyczuwalne na sucho: dżem żurawinowy, cukier, mięta
Podobny do: Frosted Cranberry Kringle (raczej to to samo, ale musiałabym jeszcze raz powąchać Kringlowy bo dawno go nie wąchałam)

Fireside
Zapach ciepłego grzańca przyprawionego cynamonem, gwiazdkami anyżu, goździkami i owocami cytrusowymi. Wyczuwam w nim także wyraźną, kominkową nutę drewna. Jest dymny, przyprawowy z owocowym zakończeniem.
Nuty wyczuwalne na sucho: grzaniec, przyprawy do grzańca, drewno kominkowe, dym
Podobny do: Fireside Kringle (nie jestem pewna czy to dokładnie to samo, bo mój odbiór Fireside z Country Candle był dla mnie dużo lepszy niż Kringla)


Peppermint Twist 
Mroźna, świeża, świdrująca w nosie mięta z dużą ilością cukru. Cudny, mroźny i słodki zapach! Na końcu wyczuwam chyba także odrobinę wanilii.
Nuty wyczuwalne na sucho: mentol, mięta, cukier
Podobny do: Generalnie jest zapachów "peppermint" całkiem sporo u różnych producentów, zwykle różnią się stosunkiem mięty do cukru i czasem mają owocowe podbicie. Nie jest jednak podobny do niczego z obecnej oferty Kringle. 


Snowflakes Glistening
Jeden z bardziej nietypowych i interesujących zapachów. Producent obiecuje miód, ale ja nie wyczuwam absolutnie żadnej słodkiej nuty w tym zapachu. To typowy świeżak. Jest świeży, bardzo mydlany, łazienkowy i osobiście wyczuwam dosyć intensywny choinkowy ogon. Moja mama oceniła ten zapach najlepiej z całej dwunastki i kojarzy jej się ze świeżym praniem. Uwaga: Niestety połączenie nut świeżych, mydlanych i choinkowych może przywołać skojarzenie czystej... toalety. ;)
Nuty wyczuwalne na sucho: świeżość, mydło, igliwie
Podobny do: raczej niepodobny do niczego

Mountain Sunrise
Świeża, leśna kombinacja z ogromną ilością iglastych drzew, igliwia i zimowej świeżości (odrobina mentolu?). Wyczuwam w nim także mydlane nuty. 
Nuty wyczuwalne na sucho: iglaki, świeżość, mentol, mydło, igliwie, ambra
Podobny do: bardzo podobny do Snow Capped Fraster Kringle

Cozy Cabin
O Cozy Cabin pisałam już kilkukrotnie, bo to zawsze był i jest mój zimowy numer jeden!!! Przypomina zapach górskiej, drewnianej chatki w mroźny, zimowy dzień. Są w nim dymne, kominkowe nuty i otulające, ciepłe tło. Niedługo pojawi się jego pełna recenzja. :)
Nuty wyczuwalne na sucho: drewno kominkowe, cynamon, piżmo
Podobny do: duplikat Cozy Cabin Kringle

Ocena zapachu na sucho nigdy nie daje nam pełnego obrazu z czym mamy do czynienia.. Lecz bez obaw! :) W ciągu najbliższych tygodni zapachy będę testowała także w paleniu. Jakie dodatkowe nuty z nich wyjdą, jak spiszą się pod względem mocy, jakiej atmosfery nadadzą wnętrzu - tego dowiecie się na pewno niebawem!

Dajcie znać, który z zapachów po pierwszym zapoznaniu zainteresował Was najbardziej. Ja mam swoich faworytów, ale z ostateczną oceną i wyborem ulubieńców chyba jeszcze poczekam :). 

Generalnie - zacna kolekcja, Milordzie!

piątek, 6 października 2017

Nowe Limitowane Yankee Candle - Sparkling Flame / Cinnamon & Cedar



Fani Yankee Candle przeżyli ostatnio dwie fale wspaniałych wiadomości. Pierwsza: trzy zapachy z uwielbianej serii My Favourite Things - Whiskers On Kittens, Brown Paper Packages (recenzja) oraz Warm Woolen Mittens (recenzja) - wkrótce będą dostępne w polskich sklepach! Druga wiadomość: do Polski trafiły także cztery limitowane zapachy, których w ogóle się nie spodziewałam w Polsce. W sklepach krótko potem na półkach znalazły się duże słoje Warm Autumn Evening oraz Bourbon Wood Barrels (recenzje obu pisałam tutaj) oraz dwa zimowe cuda - Sparkling Flame i Cinnamon & Cedar. Widać że w polskiej dystrybucji Yankee Candle nastają jakieś zmiany... W końcu nie musimy zazdrościć fanom z UK wspaniałych, limitowanych serii. Oby tak już zostało :)!

Sparkling Flame oraz Cinnamon & Cedar nie miałam jeszcze okazji testować, więc czym prędzej pofrunęłam do Markowych Świec i zgarnęłam te dwa egzemplarze dla siebie. Dziś - po pierwszych paleniach - przybywam podzielić się moimi wrażeniami :). 

Zanim przejdę do opisu każdego z osobna mam małe spostrzeżenie - jeśli zanurzycie swoje nosy w nakrętkach każdego z nich, możliwe że zauważycie że tło tych świec jest generalnie bardzo spójne i podobne (słodkawa, męska nuta). Pomimo że zapachy to dwie zupełnie inne bajki, pewne nuty stanowią w  nich wspólną bazę, spajając je trochę jak rodzeństwo. Tą tendencję zauważyłam także w zimowej kolekcji. Mam więc wrażenie, że w Yankowych świecach pojawia się powoli tendencja do kompozycyjnego łączenia ze sobą zapachów z tej samej kolekcji kilkoma lub jedną nutą zapachową.

... Dobra babo nie pleć głupot, mów że jak to pachnie! 




Sparkling Flame: 
Mroźna, świąteczna noc rozgrzana aromatycznym drewnem z kominka i intrygującym aromatem kadzidła.

Sparkling Flame to wyjątkowy gość! Sklasyfikowałabym go jako zapach perfumeryjny o kadzidlano-drzewnej głębi i słodkim, ale męskawym wykończeniu. To nieprawdopodobne, ale w pewnym sensie przypomina mi zapach zimnych ogni! Trochę budzi we mnie skojarzenia czasów, kiedy nad ranem przysypiałam z przyjaciółką na roratach w kościele. :D Słodkie, ale odrobinę męskie tło to coś co pojawia się w świecach od jakiegoś czasu, a co sprawiło że "męska" nuta stała się dla mnie bardziej przystępna. W ostatecznym rozrachunku zapach jest tajemniczy, nocny, otulający, kadzidlano-drzewny. Trochę jak noc Andrzejkowa, trochę jak mirra i kadzidlana aura unosząca się na cmentarzu w noc Wszystkich Świętych. Dziwny i piękny zarazem! Absolutnie KOCHAM!


Cinnamon & Cedar:
Ta kombinacja zapachowa łączy słodki aromat przypraw cynamonowych ze świeżymi, drzewnymi nutami cedru, satysfakcjonując nie tylko nasze zmysły, ale też ducha.

Cinnamon & Cedar to jeden z dowodów, że cynamon pięknie się komponuje nie tylko w słodkich, jedzeniowych zapachach. To kolejny cynamon w pięknym, perfumeryjnym wykończeniu (kolejny, bo perfumeryjny cynamon po raz pierwszy poznałam w zapachy Vibrant Saffron). W tej kombinacji jest tylko odrobinę słodki, świeży, dopełniony drzewno-kremowym, słodkawym tłem. Tak jak wspomniałam, wyczuwam w nim męską szyczyptę podobną do tej, która jest także w Sparkling Flame. Serce tej kompozycji jest drzewne, cedrowe, raczej bez igliwia. Jest to zdecydowanie kompozycja bardzo świąteczna i zimowa, więc będzie pasował przede wszystkim na grudniowe wieczory :). Zapach przypadł mi do gustu ale nie skradł mi tak serca jak Sparkling Flame

Oba zapachy łączy jedna wada - na razie mocą nie powalają. :( Trzymajmy kciuki, może się jeszcze rozkręcą...

Oba zapachy zakupiłam w moich ulubionych Markowych Świecach, gdzie będą dostępne tylko przez limitowany okres czasu. 

Zainteresował Was któryś z tych dwóch zapachów? Może już testowaliście? Dajcie znać!

niedziela, 1 października 2017

Coś pięknego na niedzielę... Autumn Bouquet Yankee Candle



Dziś przychodzę do Was z szybką rekomendacją niezwykłego, jesiennego zapachu. Poznania Autumn Bouquet nigdy nie miałam w planach, do momentu kiedy wzięłam go do ręki w Markowych Świecach. Po powąchaniu tego malucha po prostu zmiękły mi nogi! Tak cudne zapachy nie zdarzają się codziennie.

Zbiór śmiałych zapachów - późno kwitnące kwiaty, cynamon z odrobiną ziemistego aromatu paczuli...

Mieszanka tego zapachu idealnie współgra z etykietą i nazwą tej świecy.  Jest perfumeryjny, a jednocześnie przywołuje na myśl zapachy natury. To jak piękny, ususzony bukiet pełen jesiennych kwiatów (chryzantemy?). Przypomina mi zapach wysuszonej mieszanki kwiatów i owoców, którą czasem używa się w celach także dekoracyjnych (potpourri). Mimo kwiatowych nut nie przywodzi na myśl wiosny. Jest w nim dużo jesiennego słońca, szczypta przypraw i piękna, tajemnicza głębia. Jest niesamowicie złożony, ciepły i jesienny. W zapachu wyczuwalne są nuty piżma, cynamonu i paczuli - pozostają jednak z tyłu, nie przyćmiewając, a dopełniając tą niezwykłą, kwiatową mieszankę. 

Moc jest ok, chociaż wbrew regule przy zbliżaniu się do denka zaczął mi pachnieć coraz mniej...


Wadą tego zapachu jest jego ograniczona dostępność (zapach USA), ale przy odrobinie szczęścia da się go upolować między innymi w Markowych Świecach, na grupach zapachowych czy Allegro. Dla bardzo zdeterminowanych pozostaje eBay... Bardzo żałuję że nie występuje w europejskiej wersji z "klasyczną" etykietą - amerykańskie "dziurki od klucza" zupełnie do mnie nie przemawiają. 

Ale zapach jest cudo, to chyba najważniejsze, no nie?:)





Polecam Wam po stokroć! To bez zwątpienia jeden z moich jesiennych ulubieńców, więc zacieram ręce na duży słoik!


poniedziałek, 25 września 2017

Czym pachnie drwal? Kringle - Lumberjack



Drzewo cedrowe, paczula i ciepłe piżmo ..... to śmiałe i wytworne połączenie, które przyniesie ciepło i relaks. Zapragniesz otulić się tym przyjemnym, słodkim zapachem.

Rok temu podczas zapowiedzi tego zapachu po prostu wychodziłam z siebie by go spróbować! Kiedy już wyszedł, okazał się wyjątkowo trafnie pasować do nazwy i surowej, "flanelowej" etykiety. 

Niestety, męskie nuty jeszcze rok temu nie należały do moich ulubionych - Lumberjack więc nie do końca wpisywał się w mój gust w tamtym czasie. Teraz stałam się trochę bardziej otwarta i zaczynam szperać także wśród kategorii, które dotychczas pomijałam, między innymi zapachy z męskimi podbiciami czy "jedzeniowe". Dziś co prawda zapach pachnie dokładnie tak jak pamiętałam go rok temu, ale zaczął zdecydowanie bardziej mi się podobać! :)

Nie wiem jak pachnie drwal (zakładam, że znając zapach Lumberjacka od Kringla, można się na zapachu prawdziwego drwala mocno zawieść ;))... Ale jeśli by sobie przystojnego, brodatego drwala we flanelowej koszuli (ale takiego zadbanego, wypachnionego, z samego rana po małym obchodzie na mroźnym powietrzu) to mogę powiedzieć, że Lumberjack po prostu mi pasuje do tego obrazka. To przepiękny miks zapachu lasu i męskiej, ciepłej flaneli.

Rozkład na czynniki pierwsze nie jest łatwe (Lumberjack jest dosyć złożony), ale spróbuję :D. Zapach jest męski, tytoniowy, drzewny, jednocześnie jest na swój sposób ciepły i otulający. Wyczuwam wyraźnie nuty cedru i paczulę (którą ostatnio naprawdę lubię!), a także odrobinę słodkiego, piżmowego ciepła. Zapach jest wielowarstwowy, a dominuje w nim drewno - nuta, która nigdy mi się nie nudzi. :) Lumberjack to zapach jesienny i jest doskonałym przykładem zapachu, który nie potrzebuje przypraw ani jesiennych owoców, żeby pięknie się wpisywać w jesienny klimat. 


Moc oceniam jako bardzo dobrą i jestem mu wdzięczna, że nie zabija mocą - nadmiar w przypadku tej kompozycji mogłaby działać na jego niekorzyść. Świeca palona w dużej przestrzeni robi piękne tło. Jeśli macie ochotę na jego mocną wersję, to polecam wosk - według mnie jest dużo mocniejszy. 

Ostatecznie - warto dawać zapachom drugą szansę! W zeszłym roku Lumberjack był dla mnie odrobinę zbyt przytłaczający, a dziś? Palę go codzienne. Uwielbiam go za charakter, ciepło... I drewno! A jak by inaczej :)


Jeśli kochacie zapach lasu, a także nie boicie się "męskiego, silnego charakteru" w świecach zapachowych, a także jeśli szukacie zapachu ciepłego, jesiennego, ale niekoniecznie chodzi Wam o przyprawowe, dyniowe czy owocowe kompozycje - spróbujcie Lumberjack. Ten zapach zapewni niezwykły, rustykalny klimat i umili Wam zimne, (nie tylko) jesienne wieczory. :)