środa, 16 sierpnia 2017

Uwaga, wylewam żale! :( Yankee Candle - Vibrant Saffron



Odkryj ciepłą, intensywną słodycz szafranu złagodzoną miękkością wanilii.

Głowa: Bergamotka, liść cynamonu, gwiazdka anyżu

Serce: szafran
Tło: ciepły akord drzewny, laska wanilii, bursztyn

Yankee Candle zawsze byli pionierami w wymyślaniu niesamowicie ciekawych kompozycji i tworzeniu nieoczywistych połączeń. Szafran ani jako przyprawa, ani kwiat, ani zapach nie był mi wcześniej znany, więc stanowił zagadkę aż do dnia premiery. Ciepły, czerwono ceglasty kolor wosku obiecywał zapach ciepły i nietuzinkowy - taki faktycznie jest Vibrant Saffron. To ciepłe, niesamowicie przyjemne połączenie wyraźnej, wybijającej się nuty cynamonu z przyjemną, perfumeryjną kompozycją. Jest ciepła, kwiatowa ale nie w standardowy, kwiaciarniany sposób. Wyraźne wyczuwalne są podbicia drzewne i bursztynowe które nadają zapachowi ekskluzywności, szlachetności i przyjemnej głębi. Całość ociepla bursztyn. Cynamon w kompozycji perfumeryjnej to coś zupełnie nowego. Kategoria Food&Spice pasuje do tego zapachu tylko w połowie. 

Nie mogę niestety przejść obojętnie obok faktu, że Vibrant Saffron to kolejny "znicz" autorstwa jednej z najbardziej prestiżowych (jak nie naj) firm produkujących świece zapachowe. Yankee Candle, why? 109 złotych za duży słój który nadaje się co najwyżej do patrzenia lub wąchania na sucho. Nawet paląc piękny basen na grubość palca (zdjęcie) w pokoju wyczuwam zapach jedynie jako tło - tylko wtedy, kiedy wchodzę do pokoju. Przebywając w pomieszczeniu w którym pali się świeca odczuwam jedynie tyle, że świeca jest współkonsumentem tlenu. Nie poświęcałabym temu rozgoryczeniu tylu linijek gdyby nie fakt, że świece Yankee Candle są coraz słabsze - to się potwierdza w prawie każdym, nowo wypuszczanym zapachu. Nawet jeśli po wypaleniu połowy słoja zacznę coś czuć, to mnie wcale nie pociesza - nie za tą cenę. Mam słoje YC z 2014 i 2015 roku, a ich moc była często doskonała nawet od pierwszego palenia. Zleżałe, stare słoje - a jednak dają radę. Jak się okazuje, na Yankee opłaca się polować w starych wersjach, bo nowe rozczarowują mnie ostatnio za każdym razem. Celowa strategia? Może nowy zarząd o wrażliwym nosie? 
Gdyby chociaż woski były tańsze...

Zapach: 9/10
Moc: 2/10
Ocena końcowa: 5.5/10

Jeśli znacie świece Yankee Candle, które zaskoczyły Was mocą - pozytywnie lub negatywnie - napiszcie w komentarzu!

Świeca zakupiona w niezawodnych Markowych Świecach. Bez obaw, mają także inne, mocniejsze zapachy. :D

czwartek, 10 sierpnia 2017

Kringle Firewood - drewno kominkowe zamknięte w świecy

Odkąd pamiętam zawsze marzył mi się dom z kominkiem. Drewienka ułożone stertą w salonie, lekko dymny zapach w powietrzu, ogień w chłodny, jesienny wieczór. Zanim zrealizowałam swoje marzenie o "domowym ognisku" szukałam zapachu, który zastąpiłby mi kominek chociażby w wymiarze zapachu. I wiecie co? Znalazłam!  :)



Drewno do kominka to niepowtarzalna woń drzewnego dymu z rozgrzanego paleniska. Oryginalna mieszanka nut drzewnych, czarnego pieprzu, drzewa sandałowego oraz ziół, przywoła wspomnienia szczęśliwych spotkań przy ognisku.

Uwaga wstępna: Nuty zapachowe na wieczku świecy (zdjęcie poniżej) są zupełnie inne niż powyższy opis ze strony producenta / dystrybutora - zdecydowanie zapach lepiej opisuje powyższy opis, większości nut zapachowych z wieczka po prostu nie wyczuwam. Dlatego zawsze najlepiej pozwolić własnemu nosowi na samodzielną analizę :).

Mając dziś porównanie jak pachnie dom ogrzany bukowym drewnem stwierdzam z pełnym przekonaniem - Firewood Kringla idealnie odwzorowuje zapach palonego drewna. Niesamowicie realistyczny, jednocześnie dosyć prosty kompozycyjnie. Ma w sobie wyraźną, dymną nutę, jednocześnie nie jest smolisty ani "wędzony". Wyczuwam także nutę pieprzu która nadaje zapachowi odrobinę "ostrości". Daje wrażenie, że gdzieś w domu właśnie pali się kominek. Przytulnie? No pewnie!


Z tego zapachu wypaliłam już kilka wosków, a to moja pierwsza świeca. Spisuje się znakomicie - palona warstwa wosku nie ciemnieje, pali się czysto, regularnym płomieniem. Moc jest zachwycająca, wypełnia pięknie piętro i wędruje na wyższe kondygnacje. 

Firewood to idealny zapach dla osób, które po prostu kochają zapach drewna i ogniska. Sprawdzi się na każdą porę roku - ja uwielbiam palić go u schyłku lata, jesienią i zimą. To zapach także dla tych, którzy nie mogą zrealizować marzeń o kominku w domu, a chcą nadać pomieszczeniu przytulnego, rustykalnego charakteru. 

Jeśli macie ochotę zobaczyć moich pozostałych "drzewnych" ulubieńców, zapraszam do posta z zeszłego roku: Zapach drewna zamknięty w wosku - porównanie propozycji WoodWick, GooseCreek, Yankee Candle i Kringle

Przydatne Linki:


poniedziałek, 7 sierpnia 2017

Yankee Candle - Lavender Sunset

W planach miałam co prawda wpis o zapachach sierpnia, okazało się jednak że jest ich za dużo! Dlatego wybrałam ten, który szczególnienbardzo chciałam Wam przedstawić - Lawender Sunset (ang. lawendowy zachód słońca).


Lawender Sunset to zapach po prostu cudny. Należy do kategorii Floral, choć dla mnie sprawdził by się także w kategorii Fresh. Ma cudowny, głęboki granatowo-fioletowy kolor i jedną z najpiękniejszych etykiet. Lawenda (obok róży i rumianku) to mój ulubiony kwiatowy zapach, a tutaj dodatkowo został zestawiony z cudownymi, drzewnymi nutami - cedrem i drzewem sandałowym. To czyni go moim lawendowym ideałem! Jest żywiczny, czuć polne trawy, łagodzącą kremowość wanilii i niesamowicie autentyczny aromat lawendy. Idealny na wieczór, uspokajający i relaksujący. Kojarzy mi się zwłaszcza z drugą połową lata, ciepłym wieczorem i rozgrzanym, sierpniowym powietrzem unoszącym się nad lawendową polaną.

Moc świecy jest zadowalająca, choć w tak dobrym wydaniu chciałabym więcej! :) 

Yankee Candle posiada / posiadał w ofercie wiele zapachów lawendowych, te bardziej popularne to:

Lavender
French Lavender
Lemon Lavender
Peach Lavender
Lavender Vanilla
no i Lavender Sunset

Według mnie Lavender Sunset jest najbardziej czystym, świeżym, przyjemnym i autentycznym aromatem lawendy z wszystkich powyższych, przynajmniej dla mojego nosa. Lavender Vanilla jest zdecydowanie bardziej kremowy i słodki, Lavender z kolei jest nieżywiczny, mocniejszy  i bardziej "mydlany". 

Lavender Sunset to mój ulubiony Yankowy zapach lawendy. Palę go oszczędnie, bo nie jest niestety już łatwy do kupienia. Do dużego salony wybieram lawendę również mnie ze mnie uwielbianą, ale i mocniejszą - Vanilla Lavender Kringle (tutaj wpis o nim)

Ocena końcowa: 10/10


piątek, 4 sierpnia 2017

Ziołowy ideał - Kringle Rosemary - recenzja

Zapach ziół to kolejna idealna propozycja na okres przejściowy między latem a jesienią (zaraz, zaraz... Ale jaki okres przejściowy?? Jest lato! :D). No tak! Jak za oknem i grzeje upał, ale też nie jest jeszcze wystarczająco jesiennie na wyciągnięcie otulaczy - pomyślcie o ziołach! Mięta, rozmaryn, bazylia czy nawet tymianek - takie zioła znajdziecie także w świecach zapachowych, m.in. w Kringlach



Resemary Kringla jest moim absolutnym, niezdetronizowanym dotychczas faworytem z kategorii zapachów ziołowych. To przez leśny, lekko żywiczny aromat i świeżość. Nie mam tu jak rozpisać się o złożoności tej kompozycji - to czysty aromat rozmarynu. Jest autentyczny jak świeże gałązki roztarte w rękach. To jeden z zapachów na  które mąż powiedział: "O. Takie zapachy możesz palić." - to naprawdę rzadkość!

Za co go lubię?

Zapalony w jadalni lub w kuchni w żaden sposób nie gryzie się z codziennymi zapachami przyrządzanych przez nas potraw (czego nie można powiedzieć np. o zapachach prania czy typowo perfumeryjnych kompozycjach). Tylko że Rosemary to nie tylko zapach do kuchni - wspaniale sprawdza się u mnie w salonie czy pokoju wypoczynkowym. Mówi się że rozmaryn posiada właściwości przeciwdepresyjne, uspokajające i antystresowe. Mogę potwierdzić, że zapach rozmarynu działa na mnie kojąco - nabieram ochoty na relaksującą chwilę z książką, eksperymenty kulinarne i długie, wieczorne spacery.

Rosemary to idealna świeca do palenia w jadalni lub w kuchni.

Moc w świecy jak to u Kringla - nigdy się nie zawiodłam. Najbardziej lubię go palić w jadalni, bo to miejsce łączy się u mnie z kuchnią i salonem. Zapach wędruje na całe piętro i "wchodzi" po schodach na górę. 


Jeśli boicie się czystego, ziołowego rozmarynu, spróbujcie ten w zestawieniu z cytryną Rosemary Lemon (link). Przeważa w nim cytrynowa nuta, ale też jest godny polecenia... A tak poza tym to się nie bójcie! :)

Rosemary był w zeszłym roku w moim TOP 5 zapachów Kringle Candle. Miałam dłuższą przerwę, wróciłam do świecy i nic się nie zmienia w tej kwestii. Dla mnie to idealny zapach do palenia o tej porze roku. Z czystym sumieniem Polecam!

Jakich zapachów z ziołami w roli głównej próbowaliście? Dajcie znać w komentarzach :)

Przydatne linki:

niedziela, 30 lipca 2017

TOP10 Goose Creek Candle (dużo drzewnych!) :)



Może nie widać tego po wpisach, ale Goose Creeki lubię prawie tak samo bardzo, jak Yankee Candle. Ba, woski Goose Creek nie mają sobie równych i są obecnie moimi ulubionymi. Świece palą się łatwiej (dwa knoty) i mają mocniejsze zapachy niż Yankowe - te drugie radzą sobie u mnie co najwyżej z sypialnią, ale też nie zawsze. Zalety Goose Creeków to temat na zupełnie osobny, dedykowany post.

Z żalem zauważyłam, że zdecydowanie za mało miejsca poświęcam im na tym blogu - to musi się zmienić! Coraz większą część moich świec stanowią Goose Creeki,  dlatego na pewno będą się tu pojawiać częściej. Ciężko mi będzie nadrobić wszystkie zaległości omawiając zapach po zapachu, więc mam dla Was większe podsumowanie roku znajomości z gąskami - moje TOP10, najulubieńsze z najulubieńszych zapachów. Jakimś sposobem prawie wszystkie to zapachy jesienne i zimowe - widać że oni także kochają te pory roku, są w tym po prostu najlepsi :). Po dokonaniu podsumowania zauważyłam, że większość zapachów zawiera w sobie sporo nut drzewnych. Cóż, jestem drzewnym freakiem :), to musiało się tak skończyć.

Kolejność nie jest do końca wiążąca, chociaż myślę że podczas listowania na pierwszą myśl przychodziły mi te najbardziej ulubione, więc można powiedzieć, że np. pierwsza trójka jest faktycznie pierwszą trójką... 


1. Under The Oaks - nie ma cudowniejszego zapachu świeżego drewna z tartaku z żywiczną nutą. Ten zapach potrafię miesiącami oszczędzać nawet w wosku, pomimo że nadal jest w regularnej sprzedaży. To absolutny must have dla wielbicieli drzewnych zapachów! Pełną recenzję tego zapachu na podstawie FireFlies znajdziecie w mojej zeszłorocznej recenzji: klik!



2. French Autumn to przepiękne, genialne i nietuzinkowe dymnego zapachu śliwki i aromatu figowych liści. Cała kompozycja jest bardzo złożona, a ostatecznie daje wrażenie zapachu tajemniczego, ciepłego i dymnego. Dokładnie taki, jak etykieta.. Arcydzieło!


3. Auburn Lake to kolejny zapach obok French Autumn, który ciężko jest mi zaklasyfikować do jakiejś kategorii. Kompozycja opiera się na nutach porzeczek, drewna, szczypta kwiatów - w ostatecznym rozrachunku wychodzi z tego bardzo złożona kompozycja. Ma w sobie coś w rodzaju orzechowości, wyczuwam zapach jesieni, liści, tytoniu, wanilii, czekolady. Pięknie współgra z kolorem wosku i etykietą... Fenomenalny!


4. Campfire Marshmallow. Nie jestem zwolenniczką typowo cukrowych słodyczy ani w jedzeniu ani w świecach, ale ten jest inny. Słodki i dymny - drzewny jak Cozy Cabin Kringla, jednocześnie słodki i otulający. Od pianek z Yankee Candle odróżnia go większa dawka nut drzewnych. Połączenie słodyczy z nutami drzewnymi nie jest oczywiste, ale w tym wypadku jest strzałem w 10. Nie słyszałam jeszcze złej opinii na temat Campfire Marshmallow. Ten zapach jest obecnie wycofywany, więc to ostatni dzwonek by wyposażyć się w zapas tego cuda. 


5. Harvest Hayride to jesień zamknięta w wosku. Czuć rześkie, jesienne powietrze przepełnione aromatami jesiennych liści i owoców, gałki muszkatołowej, goździków, cynamonu. Brzmi banalnie? Trochę tak, ale ten zapach to kwintesencja jesieni - za to go uwielbiam. :)


6. Frozen in Time - w zeszłym roku paliłam ten słój namiętnie i w 2017 będzie powtórka. Pierwszą nutą jaką wyłapuję jest chłodząca mięta. Z tyłu mamy kremowe, kaszmirowe tło, które sprawia wrażenie odrobię drzewnego. Umieszczenie na etykiecie sielskiego widoku rodzinki na spacerze z sankami to doskonały wybór - pięknie pasuje do tego zapachu. Nie każdy kto poznał ten zapach ostatecznie się w nim zakochał. Mi się nie znudził po wypaleniu całego słoja. Uwielbiam!


7. Christmas Tree Cutting - żaden zapach choinki nie urzekł mnie tak jak ten. Czuć świeże, świąteczne drzewko dopiero co ścięte, mokre i brudne od czarnej ziemi. Taki jest Christmas Tree Cutting - ziemisty, realistyczny.. Szczypta mięty dodaje temu zapachowi chłodu - zupełnie jak podczas mroźnego poranka. Polujcie na to arcydzieło, bo jest coraz trudniej dostępne.


8. Snow Covered Bridge - ten zapach przywodzi u mnie na myśl spacer po lesie w mroźny, styczniowy dzień. Leśna dróżka, ciemna, oszroniona lodem ziemia, powietrze jest rześkie, mroźne,czuć jednocześnie zapach zmarzniętego drewna. Ta kompozycja bazuje na podobnym pomyśle co Frozen in Time czy Christmas Tree Cutting - duża dawka mrożących nut eukaliptusowych i miętowych nadaje mi chłodu. Z tej trójki to najbardziej mroźny zapach. Tutaj nuty drzewne stworzyły wrażenie. Jest mroźny, ziemisty, drzewny. Brzmi jak mój zimowy ideał :). 


9. Black Amber Plum - zapach mogłabym przyrównać i położyć gdzieś blisko French Autumn, ta kompozycja jest jednak słodsza i mniej złożona. Ciemna, dojrzała śliwka jest przepiękna, wyrazista. Szczypta paczuli i bursztynu dodaje temu zapachowi niezwykłego charakteru. 

10. Chciałam zamknąć ten ranking dziesiątką, ale decyzja co do wyboru ostatniego jak zwykle mnie przerosła. Nadal bowiem bardzo specjalne miejsce w moim sercu zajmują: Cabin in The Woods, Cherry Crumble, Blackberry Parfait, Crunchy Leaves i Confetti Cake. Wpadają one i wypadają z dziesiątki ulubieńców, zależnie od mojego nastroju. Wiele zapachów nadal czeka na przetestowanie. Zostawiam to miejsce otwarte na nowe, gęsie poszukiwania :D.

Zrobiło się jesienno-zimowo w środku lata? Odrobinę :). W kwestii zapachów na wiosnę i lato nadal przodownikami są dla mnie Yankee. Patrząc na tą listę, wiecie mniej więcej jakie zapachy będą królowały w moim domu od września do końca roku.

Z zapartym tchem czekam na najnowsze kolekcje Goose Creeka na jesień i zimę - jesienna powinna się pojawić we wrześniu, a zimowa w październiku. Czyż nie jest piękna??
Źródło: Goose Creek Candle Polska




















Miłej końcówki weekendu :)

poniedziałek, 24 lipca 2017

Jagodowe słodkości - porównanie Blueberry Scone i Blueberry Muffin Yankee Candle

Dokładnie rok temu wzięło mnie nagle na zapachy "jedzeniowe". W tym roku to samo. Czyżby końcówka lipca i sierpień to były takie miesiące, kiedy kwiatowe i świeże kompozycje się już przejadły, a na jesienne zapachy jeszcze trochę głupio się przerzucić, bo połowa lata?:D


Chyba właśnie dlatego lubię słodkie zapachy na taki etap przejściowy. Moimi ulubionymi są łączenia polskich owoców z ciastami - np. wszelkie zapachy gruszkowych, jagodowych, wiśniowych, jabłkowych tart czy muffinków. Dzisiaj przygotowałam dla Was porównanie bardzo podobnych świec jagodowych Yankee Candle - Blueberry Scone i Blueberry Muffin.


Co je łączy? 

Obie te świece nie są dostępne obecnie w regularnej sprzedaży (ale jak wiemy - dla świeco maniaka to żaden problem) :D. Blueberry Scone jest obecnie nie tak trudnym do upolowania zapachem, za muffinem trzeba trochę "się nachodzić". Oba mają piękny kolor wosku - głęboki, szafirowy, odrobinę ciemniejszy w przypadku muffnki. Oba zapachy cechuje także bardzo dobra moc zapachu! To dobrze, ostatnio Yankee bywają pod tym względem rozczarowujące ;). Oba są bardzo, ale to bardzo jagodowe - zwykle mam problem z wyłapaniem zapachu "ciasta", w obu zapachach takowego aż tak nie wyczuwam, na pewno nie w sposób bezpośredni. Mogłaby być to jagodowa drożdżówka, jagodowa tarta, ciastko czy muffinka - mojemu nosowi jest wszystko jedno, słodkie to słodkie, rozumiecie. :) 

Co je różni?

Poziom słodyczy... Prostymi słowami - Blueberry Scone jest słodszy. To piękne, wyważone połączenie jagód i śmietankowej słodyczy. Pachnie trochę jak mleczno jagodowe cukierki. Muffin jest mniej słodki, albo raczej -słodycz jest typową słodyczą jagodową. Za to jagody są w nim bardziej wyraziste i...


Autentyczność... Blueberry Muffin wydaje mi się bardziej "autentyczny" pod względem nuty jagodowej. Czuć świeże, leśne jagody. Blueberry Scone ma doskonale wyczuwalne jagody, ale w moim odbiorze są odrobinę mniej autentyczne - czuję w nim aromaty podobne do tych, które są w jagodowych energy drinkach. Nie należy się tego jednak obawiać! Jest to nadal piękny, słodziutki zapach. Z wielu źródeł które przewertowałam (kanały YT, fora dyskusyjne, grupy dyskusyjne) wygląda na to, że Blueberry Scone jest powszechnie uwielbianym zapachem, a do tego jest bardziej popularny niż Blueberry Muffin.




I na koniec - gdybym mogła wybrać tylko jeden... Byłoby bardzo ciężko :). Blueberry Scone to fantastyczny zapach, jak mamy ochotę na coś naprawdę słodkiego. Na dni kiedy będę miała chęć na jagody, ale nie będę chciała nadmiernej słodyczy - wybiorę Blueberry Muffin. Gdybym już miała zdecydować, to jednak poszłabym bardziej za Muffinką, chociaż Blueberry Scone jest tylko jeden mały krok z tyłu. 

Jeśli macie jakiś jagodowych ulubieńców, to koniecznie dajcie znać w komentarzach! :) 



piątek, 14 lipca 2017

Letni ideał - Sun & Sand

Kto dłużej śledzi moje recenzje pewnie zauważył, że nie pojawiają się u mnie zbyt często typowe "letnie" zapachy. Wiecie co mam na myśli? Kokosy, ananasy, tropikalne combosy. W ogóle to niespecjalnie przepadam za latem i całą wakacyjną oprawą związaną z turystyką w ciepłe kraje, plażingiem, palmami i tak dalej. Jest jednak jedna świeca, którą trzymałam wiele miesięcy specjalnie na te ciepłe, lipcowe dni które właśnie nadeszły - ta świeca to Sun & Sand.



Sun & Sand to zapach wyjątkowy, ma w sobie ogromną dozę kremowości i miękkości - prawie mogłabym go przypisać do otulaczy. Pachnie po prostu słońcem i paskiem! Autentycznie. Kojarzy mi się z pięknym zapachem rozgrzanego olejku do opalania. Nie wyczuwam tu znacząco nut typowo egzotycznych, co dla mnie jest akurat na plus. Z tyłu gdzieś bardzo delikatnie gra aromat Neroli, czyli olejku z gorzkiej pomarańczy. Tło tej kompozycji stanowi piżmo, jedna z moich ulubionych nut. 

Moc wosku oczywiście jest zadowalająca, czego nie mogę powiedzieć o małym formacie świecy (pewnie przez mały format), chociaż mimo wszystko myślę że duża też killerem nie będzie... Ale może to i dobrze? Na lato zdecydowanie lepiej się sprawdzają zapachy dające tło. 

Sun and Sand jest zapachem niezwykłym! Jeśli kiedykolwiek się na niego natkniecie, to polecam nie wachać się ani chwili, bo jest bardzo trudno dostępny. Bardzo dobrymi zamiennikami tego zapachu (choć nie aż tak dobrymi - królowa jest tylko jedna ;)) jest Country Candle Life's Beach (link) lub Goose Creek Day In The Sun (link). 

Tym wakacyjnym akcentem rozpoczynam urlop! Bez obaw, wpisy będą, może nawet uda się pisać trochę więcej niż zwykle :)